Posiadanie potomstwa ma całkiem dużo zalet. Jedną z nich są prośby o kupowanie gier, którymi sam bym się nie zainteresował. Jedną z takich produkcji jest „Teardown”, gra oparta na grafice voxelowej, w której wykorzystując różne narzędzia i zaimplementowaną w grze fizykę będziemy niszczyć różne budowle oraz kraść mniejsze lub większe przedmioty. A jak to wyszło w praktyce?
Löckelle Teardown Services
W grze wcielamy się w bezimiennego właściciela firmy rozbiórkowej, który z braku funduszy i grożącego bankructwa przyjmuje nielegalne zlecenie na nocne wyburzenie chronionego prawem budynku, gdyż właściciel działki chce tam postawić centrum handlowe. Niestety nasza aktywność została nagrana przez pobliskie kamery co wykorzystuje Parisa Terdiman, lokalna komisarz Policji. Proponuje nam ona układ – nie pośle nas za kratki w zamian za przysługi polegające na wykradaniu różnych materiałów obciążających szefa lokalnej firmy Lee Chemicals. Tak zaczyna się nasza przygoda, pełna rozwałki i bardzo precyzyjnego planowania działań
Skok doskonały
Osią rozgrywki w „Teardown” jest przeprowadzanie różnego rodzaju
wyburzeń oraz skoków gdzie celem będą sejfy, serwery, dokumenty a nawet
pojazdy. Pierwszy rodzaj misji jest w większości przypadków dużo prostszy do
realizacji i w większości przypadków można znaleźć różne sposoby na ich
ukończenia. Drugi natomiast wymaga dokładnego planowania i w zasadzie polega na
odkrycie jednego słusznego sposobu wykonania danego skoku.
Aby wykonać obydwa typy zadań będziemy musieli skorzystać z różnych narzędzia, od prostego młota czy palnika acetylenowego począwszy a na bombach i wyrzutniach rakiet skończywszy. Jednak nie do wszystkich z nich będziemy mieli dostęp od razu i na te lepsze będziemy musieli sobie zasłużyć przechodząc kolejne misje w kampanii.
Aby nie było nam za prosto, w misjach związanych z kradzieżą różnych przedmiotów zwykle występują alarmy. Interesujące nas przedmioty są do nich przyczepione kablami a ich zerwania uruchamia alarm. Mamy wtedy dość mocno ograniczone czas, zwykle kilkanaście sekund, na ukończenie zadania i ucieczkę do miejsca ewakuacji, którym jest zwykle nasza firmowa furgonetka.
Co jednak ważne, przygotowania do skoku możemy prowadzić w sposób w zasadzie nieograniczony. Do puki nie uruchomimy alarmu nie wisi nad nami żaden licznik czasu dzięki czemu możemy dowolnie przygotować sobie przestrzeń po szybkie przemieszczanie się i zbieranie kolejnych fantów. Czasem trzeba będzie uważać na alarmy przeciwpożarowe jednak podręczna gaśnica pomoże nam zwalczyć niebezpieczne pożary w zarodku.
Na szczególną pochwałę zasługuje tutaj fizyka gry, która całkiem nieźle odwzorowuje zachowanie poszczególnych obiektów w zależności jak duże są i z czego są zbudowane. Np gipsową ściankę można zniszczyć młotem ale już betonowa wymagać będzie użycia bomby a metalowa brama palnika. Z tym ostatnim należy jednak uważać gdyż można coś nim łatwo podpalić. Do tego dochodzi możliwość niszczenia całych budowli, które walą się bardzo realistyczny sposób oraz kierowanie różnymi pojazdami, które, w zależności od rodzaju, lepiej lub gorzej znoszą kolizje z twardymi obiektami.
Razem zawsze lepiej
Jak już wspomniałem na wstępie, „Teardown” został mi podsunięty
przez syna i to z nim w coopie przyszło mi przechodzić całą kampanię. I powiem
szczerze, że zabawa we dwoje, a można i w więcej osób, jest najlepszym sposobem
na granie w ten tytuł. Dzięki temu można ciekawiej koordynować działania,
wspólnie planować kolejne kroki i razem panikować jak coś nie pójdzie tak jak
powinno. Ubaw jest przedni.
Grafika i dźwięk
Pod względem grafiki nie jest to produkcja wybitna ale jej
spójny styl i dodatkowe efekty oświetlenia i pogodowe nadaję jej szczególnego
uroku. Co jednak ważne, pomimo zastosowania dość kanciastego stylu graficznego
każda lokacja w grze zawiera bardzo dużo detali – meble, sprzęty, obrazy a
nawet telewizory z puszczanymi w nich krótkimi programami. To samo tyczy się
dostępnych w grze pojazdów, jest ich całkiem sporo i każdy jest naprawdę nieźle
dopracowany.
W warstwie dźwiękowej za do po prostu poprawnie i nie ma nad czym specjalnie się rozwodzić. Wszystkie efekty dźwiękowe są na swoim miejscu a muzyka, której w grze jest raptem kilka ścieżek pasuje do tego gdzie jest odgrywana ale niczym specjalnym się nie wyróżnia.
Werdykt
„Teardown” to przykład gier gdzie ważniejsza jest dobrze
zaprojektowana rozgrywka od powalającej oprawy graficznej. Świetny model fizyki
i wykorzystanie voxeli do budowy świata w którym prawie każdą rzecz można
zniszczyć lub przemieścić sprawiają, że można w niej siedzieć godzinami i
eksperymentować z narzędziami i otoczeniem, szczególnie w trybie sandbox.
Szkoda, tylko, że misje z okradaniem lokacji zwykle nie pozostawiają zbyt
dużego pola do manewry w tej materii i mają zwykle jedną optymalną trasę ich
wykonania. Jednak zmienia się to w czasie wspólnej zabawy ze jednym lub większą
ilością znajomych gdzie ujawnia się prawdziwa siła tej produkcji, zarówno
podczas sprawnych akcji jak i gorączkowego ratowania beznadziejnych sytuacji.
Ja się w grze bawiłem wyśmienicie.
P.S.
Do „Teardown” zapowiedziany został tryb multiplayer z wyścigami samochodowymi.
Jestem bardzo ciekaw jak to im wyjdzie ale może to być naprawdę ciekawe
urozmaicenie.











