Build
Engine, jeden z kamieni milowych w temacie silników graficznych drugiej połowy
lat 1990, jak wszystkim fanom gier z tamtych czasów znany przede wszystkim z
trzech tytułów – „Duke Nukem 3D”, „Blood” oraz „Shadow Warrior”. Wszystkie te
trzy tytuły osiągnęły, w mniejszym lub większym stopniu, status kultowych
produkcji. Nic dziwnego, że pokolenie, które na nich dorastało, zaczęło tworzyć
swoje gry, które próbują w różnym stopniu emulować swoje klasyczne pierwowzory.
Kilka podobnych tytułów już na swoim blogu opisywałem (Wrath:
Aeon of Ruin, Ashes
2063, Ashes
Hard Reset, Supplice,
Selaco,
Only
Lead Can Stop Them, Viscerafest,
Amid
Evil - The Black Labirynth, Darkenstein
3-D, Warhammer
40000: Boltgun + Forges of Corruption) i dziś pora na kolejny. Fani
„Blooda”, to prawdziwa gratka dla was. Oto „Cultic”.
Pewnego razu w Ameryce
Jest
koniec roku 1963. Miasto New Grandewel, wraz z całym hrabstwem, ogarnęła fala
przestępczości: ludzie są porywani, znikają lub są mordowani bez wyraźnego
powodu. My wcielamy się w postać zhańbionego detektywa, odsuniętego od śledztwa
z powodu fałszywego oskarżenia o przekroczenie uprawnień. Dlatego postanawiamy
wziąć sprawy we własne ręce i podążamy za ostatnim tropem – terenem dawnego
zakładu dla obłąkanych w New Grandewel. Wkrótce po przybyciu zostajemy
zaatakowani przez nieznanych sprawców i pozostawieni w lesie na pewną śmierć. W
końcu budzimy się w płytkim grobie, otoczeni zwłokami. Czas zakończyć ten koszmar.
Żyjemy ponownie
Powstając
z grobu, zupełnie jak Caleb w „Blood”, bierzemy do ręki leżącą na ziemi
siekierę i ruszamy zrobić porządek z grasującymi wszędzie kultystami. „Cultic”
czerpie pełnymi garściami ze swojego pierwowzoru. Akcja jest wartka, krew leje
się strumieniami, a do tego większość przeciwników chodzi w habitach i mamrocze
coś w bliżej nieokreślonym języku.
Nie jest to jednak czysta kalka i gra oferuje też dużo własnych, świeżych pomysłów. Po pierwsze, walkę możemy rozgrywać na własnych zasadach. Opcja wparowania w sam środek grupy przeciwników, omijania ich ataków podskokami i szybkimi unikami czy wślizgami, jednocześnie waląc do nich z czego popadnie, jest tak samo dobra jak metodyczne atakowanie zza osłon celnymi strzałami w głowę lub ciskanie wiązkami dynamitu. Wszystko jest tu dozwolone i zwykle równie skuteczne. To my decydujemy, w czym czujemy się najlepiej.
Lokacje
penetrowane przez nas w „Cultic” są w większości przypadków duże, niektóre
wręcz olbrzymie, i wszystkie są pełne różnego rodzaju sekretów oraz odwołań
zarówno do gier starszych, jak i współczesnych boomer shooterów. W nawigacji po
nich pomagać nam będzie dobrze zaprojektowana mapa, podobna do tej, która
obecna jest w nowych grach z serii „DOOM”. Ciekawostką jest, iż podobnie jak w
„Selaco”, wszystkie obiekty, jakie poustawiane są na mapach, zbudowane są z
voxeli (trójwymiarowych pikseli) i z dużą częścią z nich możemy wejść w
interakcję. Część możemy uruchomić, inne podnieść i rzucić, a inne zniszczyć.
Te dwie ostatnie opcje są szczególnie przydatne w przypadku wybuchających
beczek oraz lamp naftowych.
Arsenał
Bronie
w „Cultic” zasługują na szczególną uwagę, gdyż są dość nietypowe. Co prawda
toporek był już obecny w pierwszym „Quake’u”, jednak ładowany łódką nabojową
pistolet, karabin typu lever-action, FG-42 czy granatnik China Lake to
konstrukcje, które są w grach raczej rzadkością. Co ważne, każda z tych broni,
nawet zwykły pistolet, jest użyteczna przez całą grę.
Ponadto każdą broń można ulepszyć za pomocą uniwersalnych części poukrywanych na mapach, co większość z nich czyni jeszcze bardziej niszczycielską. Chociaż jeden rodzaj broni wybija się ponad wszystkie, a są to butelka z benzyną oraz miotacz płomieni. Z racji iż nasi przeciwnicy to głównie ludzie, podpalenie ich nie jest trudne i prowadzi do bardzo szybkiej eliminacji większości napotkanych wrogów.
Bestiariusz
Walczyć
będziemy głównie przeciwko odzianym w różnego koloru habity kultystom,
władającym siekierami, pistoletami, strzelbami, Stenami czy granatnikiem. Część
z nich jest wyposażona w tarcze, które utrudniają ich atakowanie od przodu, a
kilka elitarnych rodzajów wymaga władowania dość sporej ilości amunicji, aby
ich powalić. Później pojawiają się jeszcze różnego rodzaju maszkarony w postaci
zombie, mutantów czy władających czarną magią opętańców. Na nudę na pewno nie
będziemy narzekać.
Grafika i dźwięk
Graficznie gra próbuje się odwoływać do estetyki „Blooda” oraz „Quake’a” i domyślnie ma włączony filtr kolorów, który dość mocno zubaża paletę barw. Ja go wyłączyłem i taką też grę prezentuję na screenach. Całość wygląda naprawdę dobrze, jest spójna koncepcyjnie oraz, pomimo swojego pozornego zacofania, prezentuje zaskakująco dużą ilość detali. Ciekawe i całkiem realistycznie wyglądające lokacje, voxelowe obiekty, czytelne projekty przeciwników, tryskająca krew i dziury po pociskach – to wszystko wygląda naprawdę dobrze.
Co do dźwięku, to moja ocena będzie trochę subiektywna. O ile
ogólnie grze nic tutaj nie dolega, wszystko naprawdę brzmi dobrze i bardzo
klimatycznie, to jednak brakuje mi w tym wszystkim komentarzy naszego bohatera.
„Blood”, który jest dla tej gry niezaprzeczalnym pierwowzorem, miał Caleba,
którego komentarze były nieodłączną częścią całego odbioru tamtej gry. Osoby,
które nigdy w „Blood” nie grały, nie będą na to w ogóle zwracać uwagi, ale mnie
po prostu brakuje obłąkańczego śmiechu ilekroć wysadzam grupkę kultystów
dynamitem w powietrze.
Werdykt
Pomimo
że do gry podchodziłem trochę sceptycznie, głównie ze względu na grafikę,
bardzo szybko się przekonałem, że jest to doskonale zrealizowany tytuł. Świetna
rozgrywka, duża swoboda w podejściu do eliminacji przeciwników, wielkie mapy
pełne sekretów oraz graficzna i dźwiękowa spójność całego projektu to
niezaprzeczalne atuty tego tytułu. Dlatego, jeżeli jesteście fanami „Blooda” i
wkurzyła was ostatnia, mało nowego wnosząca edycja tej gry wydana przez
Nightdive, to może czas zainteresować się „Cultic”? Gwarantuję, że nie
będziecie zawiedzeni.
P.S.
W sekcji Bonus Content znajduje się mapa o nazwie "I'll be home for Cultmas", gdzie twórca na swój sposób zinterpretował dwa pierwsze etapy z "Blooda". Polecam :D










