Po ostatniej serii strzelanek postanowiłem zagrać w coś, co leżało
w mojej kolekcji już od dość długiego czasu. „Katana Zero”, bo o tej grze mowa,
jest już niemłodym tytułem, bo wypuszczonym w 2019 roku. I jest to kolejny z
tytułów, który zdecydowanie za długo czekał na ogranie. Zapraszam do recenzji.
Gdzieś w niedalekiej przyszłości
„Katana Zero” rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w mieście
New Mecca. Naszym bohaterem jest Zero – gość wyglądający jak samuraj żywcem
wyciągnięty z epoki Edo, który wykonuje różne zlecenia, pozostawiając zwykle za
sobą stosy rozczłonkowanych ciał. Jednak szybko okazuje się, że cała historia
jest o wiele bardziej skomplikowana, niż pierwotnie mogłoby się wydawać.
Biegaj, skacz, tnij, giń, przewijaj
Osią rozgrywki w opisywanej grze, jak w każdej platformówce, jest bieganie, skakanie i eliminacja przeciwników – w tym przypadku za pomocą katany oraz różnego rodzaju przedmiotów, które możemy podnieść i rzucić w przeciwników. Walka działa na tych samych założeniach, co ta znana z legendarnego już „Hotline Miami” – zarówno przeciwnicy, jak i my, giniemy od jednego trafienia. Jednak nasz bohater posiada kilka ciekawych zdolności, które bardzo pomagają mu wyjść zwycięsko z każdego starcia.
Pierwsze dwie to możliwość dobijania pojedynczych pocisków wystrzelonych w naszą stronę przez przeciwników oraz wykonanie przewrotu po podłodze, który czyni nas przez chwilę niewrażliwym na jakiekolwiek obrażenia. Sprawne operowanie tym wszystkim w walce może być czasem przytłaczające, dlatego nasz bohater otrzymał jeszcze zdolność spowolnienia czasu, która sprawia, że bardziej skomplikowane starcia stają się dużo prostsze do opanowania.
Kiedy jednak dosięgnie nas czyjaś kula lub ostre narzędzie, nie wszystko jest stracone, gdyż nasz bohater posiada możliwość cofnięcia czasu. Po każdej śmierci cofamy się do początku etapu lub punktu kontrolnego w celu podjęcia kolejnej próby pokonania stawianych przed nami przeszkód. Niby nic szczególnego, biorąc pod uwagę wspomniany wcześniej „Hotline Miami” lub nowszy „My Friend Pedro”, jednak w „Katana Zero” ta zdolność ma bardzo ważny, bezpośredni związek z fabułą gry.
Ta z kolei należy do jednej z lepszych, jakie w grach widziałem.
Nasza historia, początkowo wydająca się klasyczną opowieścią o najemniku i
przedstawiana w postaci interaktywnych cutscenek, dość szybko zaczyna obejmować
wątki dotyczące PTSD, rządowych eksperymentów oraz kwestionowania przez
bohatera – i nas samych jako graczy – czy rzeczy, które dzieją się na ekranie,
są rzeczywiste, czy są jedynie wytworem straumatyzowanego umysłu naszego
bohatera. Wątpliwości co do niektórych scen mam do tej pory.
Grafika i dźwięk
„Katana Zero” to przykład jednej z najlepszych pixelartowych gier, w jakie można zagrać. Animacje, zarówno naszego bohatera, jak i przeciwników, są płynne i pełne szczegółów. To samo tyczy się odwiedzanych w czasie gry lokacji. Każda jest bardzo szczegółowa, posiada swój niepowtarzalny klimat, pasujący idealnie do przedstawianej w grze sytuacji. Dzięki temu sceny walki wyglądają naprawdę widowiskowo, gdy z prędkością błyskawicy będziemy ciąć naszych przeciwników na kawałki, zostawiając po sobie zbryzgane krwią korytarze.
W kwestii dźwięku i muzyki jest równie dobrze. Muzyka, utrzymana w
synthwave’owym klimacie, świetnie wkomponowuje się zarówno w szybką akcję, jak
i w spokojniejsze momenty dziejące się między misjami. Dźwięk dobywanej i
tnącej przeciwników katany, krwi oblepiającej ściany i podłogi, wystrzałów
broni, tłuczonego szkła czy eksplozji – wszystko jest tutaj na swoim miejscu i
bardzo dobrze pasuje do wykonywanych czynności. Szkoda tylko, że dialogi nie są
czytane i składają się jedynie z napisów okraszonych efektami dźwiękowymi. Ale
przy tylu pozytywach to jedynie drobna uwaga, a nie wada.
Werdykt
„Katana Zero” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów
platformówek i gier niezależnych w ogóle. Szybka i krwawa akcja, doskonałe
sterowanie i zdolności naszego bohatera, świetna grafika i muzyka oraz
niebanalna i bardzo ciekawie przedstawiona fabuła są bez wątpienia warte tego,
aby poświęcić na grę trochę czasu. Ja ją każdemu gorąco polecam!








