Lubię strzelanki z widokiem z góry, bo tym zwyczajnie nasiąkłem za dzieciaka,
szczególnie serią „Alien Breed”. Dlatego kilka takich tytułów już u mnie
gościło na blogu – „Battle
Axe”, „Cleared
Hot”, „The
Detroit After”, „The
Hong Kong Massacre”, „Gone
Viral”, „Brotato”,
„Death
Road to Canada”, „Colt
Canyon”, „Darksiders
Genesis”, „Mega
City Force” oraz „OTXO”.
To całkiem pokaźna liczba, a dziś dołącza do nich kolejny tytuł, ale czy równie
dobry?
Gdzieś w słowiańskiej wersji przyszłości
„SlavicPunk: Oldtimer” to strzelanka z widokiem z góry, oparta na twórczości Michała Gołkowskiego, uznanego polskiego autora science-fiction i fantasy. W grze wcielimy się w postać Yanusa, byłego glinę, a obecnie najemnika wykonującego zlecenie od niebezpiecznie pięknej kobiety imieniem Sonia. Jednak jak to w takich historiach bywa, nie wszystko jest takie, jakie z pozoru się wydaje.
Swojski cyberpunk
Pierwsze co uderza po spędzeniu kilku minut w grze to
prezentacja wizualna, która ma bardzo swojski klimat. Z jednej strony wyraźnie
widać dużo utartych dla cyberpunka realiów (roboty, cyborgi, mroczne, brudne
miasto, uzbrojona po zęby policja), z drugiej mamy latające autobusy Ikarus,
kobiety chodzące w spódnicach i swetrach żywcem wyciągniętych z PRL-u czy
gangusów biegających w dresach z trzema paskami.
A wisienką na torcie są reklamy audio puszczane z głośników w grze – jedna zachęca nas do zjedzenia „złapanego” w mieście jedzenia w knajpie „Wsuńchujwczaj” albo odwiedzenia lokalnego speca od sprzętu, Gruzina „Kałmanawardze”. I to niestety są te lepsze elementy gry.
Osią rozgrywki jest bieganie i strzelanie do przeciwników i tu zaczynają się pierwsze problemy. O ile podstawy wszystkich mechanik są wykonane poprawnie i gra dość dobrze na początku objaśnia, co możemy w niej robić, tak wraz z postępem gry widać różne niedoróbki i uproszczenia. Mój główny zarzut to AI przeciwników, której w zasadzie nie ma. Ci uzbrojeni w noże i pałki po prostu biegną prosto na nas, nie zważając na ostrzał. Ci z bronią palną potrafią co prawda przemieszczać się pomiędzy osłonami i czasem rzucić granat w naszym kierunku, ale też zwykle nie stanowią większego zagrożenia.
Jedynym wyzwaniem okazują się więksi kolesie uzbrojeni w tarcze energetyczne, które bardzo mocno ograniczają otrzymywane przez nich obrażenia. Aby ich pokonać, zwykle trzeba ich zhackować i na chwilę unieruchomić albo wykonać szybki unik, tak aby znaleźć się za ich plecami i posłać w nie celną serię.
Nagrodą za nasze zmagania będą dodatkowa amunicja, apteczki,
baterie zasilające hackowanie oraz waluta do kupowania upgrade'ów. Niestety
aspekt ulepszania postaci i broni gra tłumaczy dość słabo i aby dowiedzieć się,
gdzie można kupić dodatki, musiałem posłużyć się Internetem. Okazuje się, że
pomiędzy misjami, które zwykle dzieją się wewnątrz budynków, w mieście jest
skwerek w chińskiej dzielnicy, gdzie są trzy sklepy – apteka, handlarz bronią w
busie oraz handlarz innymi ulepszeniami w dużym budynku na rogu (tego
ostatniego znalazłem sam). Zaowocowało to tym, że w zasadzie przez pół, dość
krótkiej zresztą gry, biegałem bazową postacią z bazowymi broniami, co czasem
było frustrujące z powodu atakujących mnie hord przeciwników.
Jednak najgorszym zawodem była prezentacja fabuły. Historia przedstawiona w grze sama w sobie jest bardzo ciekawa, ale przynajmniej połowa z niej dosłownie wycieka bokiem. Głównym sposobem jej prezentacji są komiksowe plansze z pełnym udźwiękowieniem, jednak są jeszcze dialogi pojawiające się w trakcie misji. Niestety te są tylko w formie tekstowej, do tego pisane małym druczkiem w prawym górnym rogu ekranu. Nawet w spokojniejszych częściach gry to, o czym rozmawiają ze sobą postacie, jest bardzo ciężkie do śledzenia i przeczytania. A szkoda, gdyż mogły być tam ciekawe smaczki.
Prawdziwym gwoździem do trumny są jednak problemy typowo techniczne. U mnie naciśnięcie na raz klawiszy od hackowania i turlania powodowało przeskoczenie gry do kolejnej cutscenki lub przemieszczanie kamery w bardzo dziwne miejsca etapu i tworzenie graficznych artefaktów. W jednym przypadku gra mi się w ten sposób zablokowała, wczytywanie zapisu nic nie dawało. Na szczęście jeden z wcześniejszych pozwalał na kontynuowanie gry i nie był to zapis odległy od feralnego momentu.
Grafika i dźwięk
Sama prezentacja graficzna jest zrobiona dobrze. Gra ma świetny,
spójny klimat cyberpunkowego miasta z Europy Środkowo-Wschodniej. Jakość
tekstur, animacje postaci, efekty używania broni i inne są zrobione po prostu
dobrze, ale też bez żadnych wodotrysków. Czasem tylko ragdolle ciał potrafią
wylecieć wysoko w powietrze, ale są to przypadki incydentalne.
Z dźwiękiem sprawa jest bardziej mieszana. O ile odgłosy związane z walką wykonane są poprawnie, tak już kwestie dialogowe czytane przez w zasadzie cztery osoby są raczej jakości mocno średniej. Niemniej nawet tak wykonane dialogi poza przerywnikami byłyby lepsze niż żadne, o czym pisałem wcześniej.
Werdykt
„SlavicPunk: Oldtimer” to niestety lekki niewypał. Sama rozgrywka ma solidne podstawy, jednak cierpi na liczne niedoróbki, które może nie psują zabawy, ale niestety rażą. Do tego dochodzą opisane przeze mnie problemy techniczne oraz słaba prezentacja dość ciekawej historii. Jak ktoś lubi strzelanki z tej perspektywy, to może tytułem się zainteresować, jednak ja bym czekał na jakąś konkretną przecenę.











