niedziela, 29 marca 2026

Metal Slug Tactics – klasyk z automatów w turowej odsłonie

 

Seria „Metal Slug” to jedna z kultowych serii strzelanek 2D na automaty, od 1996 roku zachwycająca swoją piękną pikselową grafiką, prostą rozgrywką i niesamowitymi projektami poziomów oraz postaci. Do tej pory ukazało się siedem głównych części tej serii, z czego ostatnia została wydana w 2008 roku, oraz kilka spin-offów. Jakiś czas temu SNK, wydawca gry, postanowił odświeżyć starą markę i we współpracy z francuskim wydawcą Dotemu, które prace nad grą zleciło Leikir Studio, powstała bardzo nietypowa odsłona serii. Czy przeniesienie szybkiej strzelanki 2D na grunt izometrycznej gry turowej mogło się udać?

Donald Morden powraca!

Po długim czasie ukrywania się w kraju, który sprzeciwia się Rządowi Światowemu, cierpliwie przeprowadził zamach stanu i jest wreszcie gotowy zemścić się na reszcie świata wraz ze swoją armią, którą zgromadził przez wszystkie lata pozostawania w ukryciu. Oddział Peregrine Falcons będzie musiał zrobić wszystko, co w ich mocy, aby przedostać się przez linie wroga i pokonać Mordena, zanim wojna rozpęta się na dobre!

Prędkość przede wszystkim

Osią rozgrywki „Metal Slug Tactics” są turowe potyczki naszych dzielnych bohaterów z żołnierzami wroga. Tak jak w większości gier, najpierw będziemy ruszać się my, a potem przeciwnicy. To, co wyróżnia opisywaną grę na tle konkurencji, to mechanika prędkości. W „Metal Slug Tactics” samo chowanie się za przeszkodami niewiele nam da, o ile nasi komandosi nie przebiegną po planszy odpowiednio daleko. Im dalej się przemieścimy, tym więcej zadanych nam obrażeń będziemy w stanie zignorować, co przy odpowiednim użyciu osłon powoduje, że czasem nasze obrażenia mogą spaść do zera.

Kolejną ważną mechaniką jest system asyst. Otóż jeżeli przeciwnik znajduje się w zasięgu ataku innych naszych członków oddziału, to oni automatycznie zaatakują tego przeciwnika swoim podstawowym atakiem. Jest to dość ważne, gdyż zwykłe ataki najczęściej nie zadają specjalnie dużo obrażeń, a z kolei użycie drugiej broni zużywa cenną amunicję.

Ostatnia istotna sprawa to adrenalina. Podobnie jak negacja obrażeń, ten zasób jest zależny od liczby pól na planszy, jakie pokona w danej turze nasz bohater. Pozwala on na wykonywanie różnych specjalnych akcji, które są albo potężnymi atakami, leczą naszych bohaterów lub w inny sposób wpływają na sytuację w czasie starcia. 

Nie ma też obawy, że nowe mechaniki będą dla nas na początku zbyt przytłaczające czy niezrozumiałe. Pierwsze kilka potyczek składa się z bardzo dobrze opisanych samouczków, które płynnie wprowadzą nas w obecne w grze mechaniki. 

Roguelite

Poza warstwą taktyczną „Metal Slug Tactics” oferuje też sporo w warstwie strategicznej. Po pierwsze, przed rozpoczęciem każdej rozgrywki mamy dostęp do bazy, gdzie możemy kupować ulepszenia dla naszych żołnierzy w postaci nowych zdolności czy innych zestawów uzbrojenia. Tutaj też można wybrać skład naszego zespołu. Co prawda na początku będziemy mieli dostęp tylko do trzech jego członków – Marco, Eri i Fio – ale z czasem powiększy się on aż do dziewięciu postaci. Daje to dość sporą możliwość ustawiania zespołu pod nasz ulubiony sposób prowadzenia walki.

Podobnie jak z postaciami, tak i na początku będziemy mieli dostęp tylko do jednego regionu, a po pokonaniu znajdującego się w nim bossa otrzymamy dostęp do kolejnego. Łącznie w grze dostępne są cztery regiony. W każdym z nich możemy rozegrać, względnie w dowolnej kolejności, serię misji, które pozwolą nam zebrać odpowiednie zasoby, takie jak amunicja do drugiej broni czy monety do wykupywania ulepszeń. Po ukończeniu trzech lub czasem czterech z nich pojawia się boss.

 

Walka z nimi stanowi dużo większe wyzwanie niż zwykłe potyczki. Po pierwsze, części ich ataków nie da się uniknąć i trzeba się szybko przemieszczać, aby jak najbardziej zmniejszyć otrzymywane obrażenia. Po drugie, w części z nich trzeba ciągle przemieszczać się z jednego fragmentu planszy na drugi, gdyż co jakiś czas niektóre z nich zostają całkowicie zniszczone, a wraz z nimi wszystko, co się na nich znajduje. 

Dobrze, że w grze został zaimplementowany system żyć znany z automatów. Każdy komandos, którego stracimy w walce, może zostać przywrócony na pole walki pod warunkiem posiadania odpowiedniej liczby zapasowych żyć. Przegrywamy dopiero wtedy, kiedy jednocześnie wszyscy komandosi zostaną wyłączeni z walki. Nie trzeba też się specjalnie przejmować ilością życia, jakie pod koniec walki mają nasi bohaterowie, gdyż po każdej z nich jesteśmy leczeni. 

Grafika i dźwięk

Twórcy „Metal Slug Tactics” zadali sobie dużo trudu, aby przenieść dobrze znane wszystkim fanom serii postacie i pojazdy – zarówno wrogów, jak i bohaterów – na rzut izometryczny. I efekty są fenomenalne. Zarówno wygląd wszystkiego, co widać na ekranie, jak i styl animacji sprawiają wrażenie, jakby zostały stworzone przez twórców oryginalnej gry. Detali jest bardzo dużo, animacje są ekspresywne i pełne życia. To po prostu przykład kapitalnej, pikselartowej roboty robiącej bardzo dobre wrażenie.

Podobnie jest z warstwą dźwiękową. Większość efektów została wzięta wprost z wersji z automatów, jest też trochę nowych sampli i bardzo dobrze pasująca do gry muzyka. Wszystkiego słucha się bardzo przyjemnie, a dźwięk bardzo dobrze współgra z akcją na ekranie.

 

Werdykt

„Metal Slug Tactics” to przykład udanego przełożenia dobrze znanego tytułu na zupełnie inny gatunek. Tytuł ten będzie gratką zarówno dla fanów serii „Metal Slug”, jak i turowych gier taktycznych. Piękna, pikselartowa grafika, ciekawe mechaniki gry i dobre udźwiękowienie to niezaprzeczalne atuty tej produkcji. Gorąco zachęcam do wypróbowania jej samemu.

 

niedziela, 15 marca 2026

Berserk And The Band Of The Hawk – stare ale dalej jare

 

„Berserk”, manga stworzona przez nieżyjącego już (niestety) Kentaro Miurę to przykład wyjątkowo mrocznej opowieści pełnej przemocy i ludzkiego wynaturzenia. Obejmująca obecnie 43 tomy opowieść, pomimo swojej ciężkiej atmosfery, jest niesamowicie wciągająca dzięki ciekawym postaciom oraz wydarzeniom w jakich biorą udział. Popularność mangi przełożyła się na kilka adaptacji w formie anime oraz gier, z których niemłodą ale dalej wartą zagrania odsłonę opiszę dziś.

 

Zacznijmy od początku

Główny bohater, Guts, rozpoczął życie jako dziecko znalezione przez grupę najemników pod trupem kobiety powieszonej na drzewie. Z nielicznymi wyjątkami, dalsze życie Gutsa to ciągła walka i zmagania z życiowymi przeciwnościami. Zawsze walczący dwuręcznym mieczem długości swojego własnego ciała Guts zostaje najemnikiem wynajmującym swoje usługi każdemu kto dobrze płaci. Przemierzając świat w poszukiwaniu nowych zleceń zaciąga się do armii Tudoru i w czasie jednej z bitew przyjdzie mu poznać postać, która odciśnie na jego życiu bardzo głębokie piętno. 

Wir śmierci

Historia przedstawiona w grze „Berserk And The Band Of The Hawk” (i tak, wiem, że powinien być tu użyty wyraz Falcon) obejmuje historię Gutsa począwszy od Golden Age Arc i na Hawk of the Millennium Empire Arc kończąc. Jest to prawdziwa gratka dla osób chcących poznać historię opisaną lub zekranizowaną w „Berserku”. Co prawda nie wszystko co Miura pokazał na kartach swoich tomów zostało do gry przeniesione, a niektóre wątki i tak zostały ocenzurowane jednak gra i tak pokazuje o wiele więcej niż robiły to do tej pory adaptacje anime. 

Sama rozgrywka będzie z kolei dobrze znana wszystkim fanom „Dynasty Warriors”. Głównie jako Guts, lub inni bohaterowie jakich będziemy stopniowo odblokowywać, będziemy ciąć mieczem setki pomniejszych przeciwników obracając ich we fruwające truchła buchające juchą na lewo i prawo. Co jakiś czas przyjdzie nam się zmierzyć z jakimś „oficerem”, który może nam sprawić więcej problemów, a na końcu niektórych etapów czekać na nas będą bossowie, którzy wymagają od nas trochę więcej skupienia i finezji w walce. 

Sam system zadawania ciosów jest banalnie prosty. Dysponujemy dwoma rodzajami ataków, lekkim i ciężkim. Łączenie ze sobą odpowiednich kombinacji poszczególnych ataków powoduje wyprowadzenie coraz bardziej niszczycielskich uderzeń, z których każde przydaje się w różnych sytuacjach. I tak hordy zwykłych przeciwników można po prostu atakować zwykłą kombinacją kilku lekkich ataków lub dwóch ciężkich. Z kolei oficerów lepiej jest zaatakować jednym lub dwoma lekkimi uderzeniami i następnie dołączyć do tego ciężki atak. 

Efektem będzie albo wykonanie przez Gutsa ataku, który wyrzuci przeciwnika w powietrze aby następnie zadać mu cios znad głowy albo wbije w przeciwnika miecz aby następnie wyrzucić przeciwnika daleko od siebie i dobić go kolejnym ciężkim ciosem. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze możliwość robienia uników, parowania ciosów czy użycia broni dodatkowych takich jak noże, kusza czy armata w protezie ręki jaką z czasem otrzymuje Guts. 

Nie mogło też zabraknąć mechaniki stopniowego wpadania w morderczy szał, który uruchomiony czyni nas chwilowo niewrażliwym na obrażenia oraz zwiększa naszą szybkość i zadawane obrażenia. Będąc w tym stanie będziemy ładować kolejny pasek, który finalnie pozwala na wykonanie naprawdę niszczycielskiego ataku, który przeżyć mogą jedynie najpotężniejsi z bossów. 

Wisienką na torcie jest fakt, że każda z postaci zdobywa kolejne poziomy doświadczenia, które czynią je coraz potężniejszymi. Dodatkowo, każda z postaci może nosić ze sobą do trzech magicznych przedmiotów, które dodatkowo wzmacniają ich charakterystyki, a same przedmioty też można ulepszać. Wszystko to sprawia, iż walka, pomimo że dość prosta, daje dużo radości dzięki wizualnemu widowisku jakie widzimy na ekranie oraz możliwości eksperymentowania z kombinacjami ataków.

 

Walka nigdy się nie kończy

Całość gry „Berserk And The Band Of The Hawk” składa się z czterdziestu sześciu głównych misji w kampanii, dziesięciu misji dodatkowych przedstawiających wydarzenia dziejące się równolegle do głównej kampanii lub zupełnie nowe scenariusze oraz tryb hordy. Jak wspomniałem wcześniej w podstawowej kampanii większość misji trzeba przechodzić Gutsem, jednak wraz z postępami otrzymamy dostęp do kolejnych postaci znanych z serii a są to Griffith, Casca, Judeau, Serpico, Schierke i… Nosferatu Zodd. Tych możemy używać do walki w każdym z dodatkowych trybów. Każdą z nich gra się trochę inaczej jednak wszyscy tworzą na ekranie niesamowite widowisko, którego reżyserami jesteśmy my. Jedyne czego żałuję, to że nie można w grze zagrać Skull Knightem. 

Grafika i dźwięk

„Berserk And The Band Of The Hawk” został wydany w 2016 roku, pierwotnie na konsolę PS3 oraz PS4 i jak na tak starą grę to prezentuje się ona naprawdę dobrze. Grafika w grze jest utrzymana w estetyce odpowiadającej estetyce anime „Berserk: The Golden Age Arc” z 2013 roku, którego zresztą obszerne fragmenty można w grze obejrzeć. Animacje są płynne i widowiskowe, pełne tej dobrze znanej z mangi i anime niepohamowanej energii i furii zadawanych ciosów. Trochę można by ponarzekać na to, iż przeciwnicy przez nas trafieni nie rozpadają się na kawałki jak w pierwowzorze jednak tego zwykle się nawet nie widzi w czasie kładzenia pokotem setek przeciwników z jakimi przyjdzie się nam zmierzyć w każdej misji. 


Co do dźwięku mam mieszane uczucia wynikające z prostego faktu, że gra nie ma angielskiego dubbingu. Lubię anime ale, jeżeli mam taką możliwość, nigdy nie oglądam niczego w wersji oryginalnej z napisami tylko z dubbingiem. Wynika to z prostego faktu, że sam wolno czytam i często się zdarza, że muszę zatrzymywać lub cofać film żeby nie pogubić się w co bardziej zawiłych wątkach fabularnych. Oglądając anime z dubbingiem nie mam tego problemu gdyż mam po prostu tak dobrą znajomość języka angielskiego. Niestety tego typu problem w grze jeszcze się potęguje. Co prawda większość ekspozycji fabularnej w „Berserk And The Band Of The Hawk” jest podana w przerywnikach przed, między i po misjach, jednak są też istotne wątki, które pojawiają się w ich trakcie i śledzenie tego wraz z koniecznością zadawania kolejnych ciosów jest po prostu niewykonalne. Szkoda. Jednak cała reszta oprawy dźwiękowej jest nienaganna gdyż została po prostu żywcem przeniesiona z anime.
 

Werdykt

Pomimo swojego wieku „Berserk And The Band Of The Hawk” to dalej gra, w którą warto zagrać. Zarówno fani „Berserka” jak i osoby, które dopiero chciałyby się tematem zainteresować znajdą tutaj coś dla siebie. Nie jest to gra specjalnie trudna ale za to niesamowicie widowiskowa co czyni ją idealnym wprowadzeniem do tej mrocznej opowieści oraz dobrą rozrywką kiedy chcemy po prostu posiekać sobie hordy przeciwników po ciężkim dniu w pracy. Ja w każdym bądź razie gorąco ją polecam.

 

 

Legacy Of Kain Ascendance – czy warto wskrzeszać zapomniane serie?

Ostatnim razem pisałem o remasterach gier „ Soul Reaver 1 i 2 ”, dzięki którym ponownie można było się przenieść do dwóch naprawdę wspaniały...