sobota, 28 lutego 2026

Battle Axe – czysty klimat gier z automatów

 

Lata przełomu lat 1980–90 to złoty okres dla gier projektowanych na automaty ustawione w mniejszych lub większych pomieszczeniach, gdzie tłumy dzieciaków wrzucały monety, aby oddawać się elektronicznej rozrywce. Pojawiło się wtedy bardzo dużo gier, których kolejne części wydawane są po dziś dzień, chociażby „Street Fighter” czy „Mortal Kombat”. Jednak dzisiejsza gra jest z innego gatunku niż mordobicia – to typowy hack-and-slash z widokiem z góry pod tytułem „Battle Axe”.

Dawno temu w Mercji

Co siedem lat zła czarownica Etheldred zniewala mieszkańców Mercji ze swojej mroźnej północnej twierdzy. Obalić ją chce trójka bohaterów – Fae (mroczna elfka), Iolo (druid) lub Rooney (krasnolud). Aby położyć kres jej tyranii, muszą walczyć z hordami potworów, wejść na najwyższą wieżę jej zamku i zgładzić podłą wiedźmę. Czy im się to uda?

Do boju

Battle Axe to zręcznościowa gra typu hack-and-slash z widokiem z góry, w której gracze kontrolują jednego z trzech bohaterów. Każdy z nich ma trzy rodzaje ataków. Pierwszy to zwykłe uderzenia o bardzo małym zasięgu, ale dużej szybkości ataku. Drugi to atak zasięgowy, gdzie będziemy miotać sztyletami, magicznymi pociskami czy strzelać z armaty. Trzeci to atak obszarowy pozwalający na raz pokonać wielu przeciwników, jednak jego powtórne użycie wymaga odczekania kilku sekund.

Sterowanie w grze jest banalnie proste – nie ma w niej żadnego skakania ani precyzyjnego celowania atakami zasięgowymi. Co ważne, trzymając przycisk ataku strzeleckiego, nasza postać pozostanie zwrócona w tym samym kierunku, niezależnie od tego, w którym aktualnie się poruszamy. Jest to bardzo przydatna umiejętność, szczególnie w walce z bossami.


Gra składa się z czterech etapów, w których będziemy musieli pokonywać różne rodzaje przeciwników – od orków przez szkielety, a na magach kończąc. Początkowo nie są oni specjalnie niebezpieczni, jednak w każdym kolejnym etapie pojawiają się ich coraz groźniejsze warianty. Aby tradycji stało się zadość, na końcu każdego etapu będzie na nas czekał potężny boss.

Pomiędzy poszczególnymi planszami będziemy mieli możliwość zakupienia różnego rodzaju przedmiotów za złoto znalezione po martwych wrogach lub w skrzyniach. Zakupić można albo przedmioty jednorazowego użytku, takie jak eliksir zdrowia, bombę czy magiczny pergamin, oraz trwałe wzmocnienia powiększające nasz pasek zdrowia, wzmacniające nasze ataki oraz szybkość poruszania się postaci.

Grafika i dźwięk

„Battle Axe” ma przepiękną i bardzo dopracowaną pixelartową grafikę. Animacje postaci są płynne i widowiskowe, szczególnie efekty niszczenia przeciwników, którzy w większości przypadków rozpadają się na krwawe kawałeczki. Każdy z czterech etapów – od unoszących się nad ziemią wysp, przez kopalnie i twierdzę, aż do zamczyska Etheldred – ma swój niepowtarzalny klimat.

Pod względem udźwiękowienia gra również stawia na klimat gier z automatów. Dźwięki i muzyka brzmią jak wyjęte z tamtej epoki, co doskonale dopełnia świetny, nostalgiczny klimat gier z automatów. Jedynym nowoczesnym elementem są głosy postaci i narratora, których – chociaż nie jest ich dużo – zostały nagrane w nowoczesnej jakości dźwięku.

Werdykt

„Battle Axe” to bardzo dobry przykład tego, jak zrobić dobrą grę odwołującą się do produkcji sprzed trzech dekad, która jest w stanie trafić do współczesnego odbiorcy. Dobra, sprawdzona rozgrywka, kolorowa i dopracowana grafika oraz porządne udźwiękowienie to niewątpliwe atuty tej gry. Warto też dodać, iż można w nią grać wspólnie z kolegą lub koleżanką na jednym komputerze czy konsoli. Dlatego, jeżeli jesteście fanami gier z automatów lub macie ochotę spróbować poczuć, jak to „kiedyś było”, to gorąco was do zagrania w „Battle Axe” zachęcam.



niedziela, 15 lutego 2026

Warriors of the Nile 2 – dobry sequel świetnej gry

Ponad rok temu opisywałem „Warriors of the Nile”, turową grę taktyczną osadzoną w realiach Starożytnego Egiptu. Dla mnie to bardzo dobre połączenie i gra, pomimo iż należy do gatunku roguelike, była świetna i gdy tylko miałem okazję nabyć część drugą, to zrobiłem to bez wahania. Czy był to zakup warty swoich pieniędzy, czy druga część spełniła moje oczekiwania względem dobrze zrobionego sequela? Przeczytajcie.

Powrót nad życiodajny Nil

„Warriors of the Nile 2” przenosi nas w czasy schyłku egipskiej cywilizacji, która zmaga się z inwazją Rzymian oraz ich bóstwa. Egipscy bogowie, Set, Khonsu oraz Nut wysyłają przeciw najeźdźcom swoich najlepszych czempionów. Wraz z później dołączającymi wyznawcami Anubisa, Horusa, Selket, Sekhmet, Kebriego będą musieli przedrzeć się przez trzy podstawowe oraz jedną dodatkową krainę, aby ostatecznie pokonać rzymskie legiony oraz napędzającego całą inwazję rzymskiego boga Saturna.


Prosta mechanika

„Warriors of the Nile 2”, tak samo jak pierwsza odsłona, jest turową grą taktyczną, gdzie za pomocą trzech bohaterów przyjdzie nam się zmierzyć z kolejnymi przeciwnikami na planszach o rozmiarze 9x9 pól. Tak samo jak w poprzedniej części, nasi bohaterowie mogą wykonać ruch i atak lub tylko atak. Nowością jest dodatkowa nagroda za pokonywanie przeciwników konkretną postacią. Jest to ładowanie paska energii, który pozwala na przywołanie cudu, czyli wzmocnienie ataku lub obrony albo przywołanie dodatkowych jednostek pomagających w walce.


W grze dostępnych jest łącznie dwanaście różnych postaci podzielonych między klasy – wojownicy, łucznicy i magowie. W porównaniu do części pierwszej tutaj różnorodność ich ataków oraz działania specjalnych zdolności jest na tyle duża, że grę można rozgrywać dziesiątki razy, a i tak można ciągle znaleźć coś nowego i zaskakującego w sposobie działania naszych wojowników. Za to inne mechaniki, takie jak regenerujący się co turę pancerz oraz oznaczenie zasięgu ataku wrogich jednostek, pozostały bez zmian.

Jeszcze więcej ulepszeń

Tym razem gra oferuje o wiele bogatszy rozwój, zarówno dotyczący bezpośrednio naszych postaci, jak i opcji dostępnych podczas przebiegu każdej rozgrywki. Poza rozwojem miasta za klejnoty zdobyte podczas każdej gry, same postacie będą zdobywać doświadczenie i nowe poziomy. Te umożliwią nam wybór opcji na drzewku rozwoju, gdzie będziemy mogli zdecydować, czy szybciej odblokować nowe rodzaje tablic dające nowe możliwości ulepszania danej postaci w czasie gry, nowe rodzaje broni czy trwałe zwiększenie zdolności ataku czy ilości punktów życia.


Samych budynków też jest więcej. Jedne dają nam dostęp do nowych wojowników, inne pozwalają na zaopatrywanie się w czasie gry w nowe przedmioty, leczą odniesione rany czy pozwalają naszym postaciom używać więcej ekwipunku. Wszystkie te rzeczy będziemy musieli kupić za srebro zbierane podczas potyczek, a w niektórych przypadkach za monety faraona.


Zmienił się też sam przebieg gry między starciami. Teraz będziemy mogli decydować, które potyczki będziemy chcieli stoczyć i jakie nagrody w związku z tym otrzymać. W przeciwieństwie do poprzedniej gry tu nie zawsze będzie to wybór jednej z tablic ulepszających daną postać. Będzie to również srebro, losowe przedmioty dla postaci lub monety faraona.

W czasie naszych wędrówek będziemy też mogli zmierzyć się z elitarnymi przeciwnikami oraz bossami. Te starcia należą oczywiście do najtrudniejszych zadań, ale każde jest unikalnie zaprojektowane i wynajdywanie sposobów na ich ukończenie daje dodatkową radość z gry.

Grafika i dźwięk

Graficznie „Warriors of the Nile 2” jest poprawioną wersją pierwszej gry. Zarówno widok miasta, jak i samych plansz, na jakich toczymy boje, stał się bardziej szczegółowy, z licznymi elementami, które nie pełnią żadnej innej funkcji poza byciem ozdobami. Wygląd postaci pozostał w stylistyce SD, a ich animacje dalej są na szczątkowym poziomie, za to wszystkie efekty ataków wyglądają bardzo widowiskowo. Całość oprawy graficznej jest przyjemna dla oka, kolorowa i przejrzysta.


Pod względem dźwięku gra prezentuje się dobrze. Ma ciekawą muzykę, dobrze dopasowane efekty dźwiękowe, które idealnie wpasowują się w akcję dziejącą się na ekranie. Wszystko wykonane jest poprawnie i nie ma się tutaj do czego przyczepić.

Werdykt

„Warriors of the Nile 2” to przykład sequela, który poszedł kierunkiem ewolucji, a nie rewolucji i wyszło to tej grze na dobre. Nie zmieniono żadnych elementów gry, które sprawdzały się w części pierwszej, a poszerzono te, które sprawiają, że chce się w tę grę grać raz za razem, aby pomału odblokować i próbować nowych kombinacji wojowników oraz ich ataków w walce z najeźdźcami Egiptu. Ja się przy tej grze świetnie bawiłem i z czystym sumieniem polecam ją każdemu fanowi turowych gier taktycznych.

Metal Slug Tactics – klasyk z automatów w turowej odsłonie

  Seria „Metal Slug” to jedna z kultowych serii strzelanek 2D na automaty, od 1996 roku zachwycająca swoją piękną pikselową grafiką, prostą ...