
Rok 1995 to dość ciekawy czas dla posiadaczy popularnych wtedy komputerów Commodore Amiga. Po pierwsze, po plajcie pierwotnej firmy rok wcześniej marka została przejęta przez Escom AG. Po drugie, w tym roku ukazało się kilka gier, które próbowały pokazać, że na Amidze również da się zrobić pełnoprawne produkcje 3D. Jedną z nich była polska gra „Citadel”, która wśród moich kolegów posiadających Amigę stała się wręcz legendą. Niestety, żaden z nich nie posiadał Amigi 1200, przez co gra działała na ich komputerach dość mizernie, a potem świat poszedł naprzód. Jednak dzięki gog.com możemy teraz sami sprawdzić, co do zaoferowania miała ta produkcja na pecetach. Czy warto?
W XXIV wieku na odległej planecie B104-GS12
Cytadela,
niegdyś placówka wojskowa, a następnie kolonia karna, stała się tajnym
laboratorium nielegalnych eksperymentów biotechnologicznych na ludziach. Kiedy
wszelka komunikacja z Cytadelą nagle milknie, wojskowy statek kosmiczny zostaje
wysłany w celu zbadania sprawy. Zanim jednak uda się czegokolwiek dowiedzieć,
statek zostaje zniszczony, a Ty, jako jedyny ocalały, lądujesz awaryjnie na
wrogiej planecie. Uwięziony 12 lat świetlnych od Ziemi, bez nadziei na ratunek,
jesteś zmuszony zapuścić się w głąb Cytadeli, aby wypełnić swoją misję. Aby
odkryć prawdę, musisz zbadać tajemnicze korytarze, pozostałości po zakazanych
eksperymentach i zrobić wszystko, co konieczne, aby zapewnić sobie przetrwanie.
Gra bardzo retro
„Citadel” to bardzo typowy przedstawiciel swoich czasów, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż gra została napisana na Amigę, a nie PC. Rozgrywkowo i wizualnie jest to bardziej klon „Wolfensteina 3D” niż „DOOM-a”. W grze będziemy się poruszać po korytarzach skrzyżowanych zawsze pod kątem prostym, eliminować przeciwników za pomocą różnorakiej broni, szukając jednocześnie kluczy oraz części do zbudowania bomby, którą mamy zniszczyć Cytadelę.
Ciekawym rozwiązaniem jest to, iż po przejściu pierwszych trzech etapów otrzymamy trochę swobody w wyborze naszej dalszej ścieżki, dostając dostęp do trzech z sześciu sekcji bazy, w jakich znajdują się kolejne części bomby. Po odnalezieniu wszystkich elementów będziemy mogli udać się do centralnej części kompleksu, zniszczyć go i uciec z tej przeklętej planety.
Tak jak w większości gier opartych o kąty proste, tak i tutaj naszym największym przeciwnikiem będzie sam układ pomieszczeń. Większość etapów to prawdziwe plątaniny korytarzy, w których dość łatwo się zgubić. Gra co prawda posiada minimapę, która nawet ma zaznaczone miejsca, w których znajdują się przełączniki, jednak nie można jej w żaden sposób przesunąć lub oddalić, przez co jest ona raczej średnio użyteczna.
Przeciwnicy potrafią być dość groźni, szczególnie na początku gry, kiedy jeszcze nie mamy dostępu do lepszych broni oraz gdy atakują nas w grupach. Co ciekawe, z powodu ograniczeń samej Amigi każda z części Cytadeli jest „zamieszkana” tylko przez dwa rodzaje przeciwników, jednak w każdej występuje inna ich para, różniąca się pod względem wyglądu, wytrzymałości i uzbrojenia. Podobnie ma się sprawa z samym wyglądem etapów. Każda z części bazy ma swój unikalny wygląd, co sprawia, że nawet przy tak ubogiej geometrii pomieszczeń nie wieje nudą.
Co do arsenału, będziemy mieli w grze dostęp łącznie do sześciu rodzajów broni, od pistoletu po wyrzutnię rakiet. Co ciekawe, mamy też pięści, ale z dziwnego powodu nie da się nimi atakować. I tutaj standardy się kończą. Po pierwsze, z każdej broni da się strzelać tak szybko, jak szybko jesteśmy w stanie naciskać lewy przycisk myszy. Sprawia to, iż przy dużym zapasie amunicji możemy wyeliminować dowolną liczbę przeciwników bardzo szybko, bez specjalnych strat dla naszego stanu zdrowia. Po drugie, przynajmniej na łatwym poziomie trudności, jesteśmy w stanie zebrać do 999 sztuk amunicji do każdej broni oraz tyle samo punktów życia, podnosząc apteczki. Te dwie rzeczy sprawiają, iż pod względem walki gra nie jest specjalnym wyzwaniem. No chyba, że przez przypadek podniesiemy butelkę wódki i zacznie nami bujać, co jednak nie zdarza się zbyt często.
Grafika i dźwięk
Graficznie
gra prezentuje się całkiem nieźle jak na tytuł z 1995 roku. W porównaniu z
„Wolfensteinem 3D” mamy tutaj pełne teksturowanie powierzchni, z podłogami i
sufitami włącznie. Przeciwnicy może i są pikselowi, ale za to malowniczo padają
martwi po otrzymaniu serii — można też ich podpalić miotaczem ognia czy
wysadzić wybuchowymi beczkami. A jeżeli któryś wyzionie ducha blisko ściany, ta
zostaje skąpana szkarłatną posoką. Szkoda tylko, że nigdy nie widzimy trzymanej
w ręku broni, a jedyną informacją o tym, co akurat dzierżymy, jest ikona na
dolnym pasku.
Dźwięk jest dość przeciętny. Sampli jest niewiele i ich jakość, nawet jak na standardy tamtych czasów, nie powala. Najgorsze jest jednak to, że w „Citadel” nie ma żadnej muzyki poza tą z ekranu ładowania gry, intra, głównego menu, wyboru misji oraz outra. Zapewne wynikało to z ograniczeń pamięci samego komputera Amiga, jednak jest to wielka szkoda, gdyż akurat muzyka na Amidze była jedną z tych rzeczy, które temu komputerowi wychodziły bardzo dobrze.
Werdykt
„Citadel Remastered” to prawdziwa podróż w czasie, ze wszystkimi tego zaletami i wadami. Z jednej strony jest to ważny kawałek historii rozwoju gier i pokazania, co można było na komputerze Amiga osiągnąć, z drugiej gra jest jak na dzisiejsze czasy mocno archaiczna i dla osób, które nie gustują w starych grach, może się okazać zwyczajnie odpychająca. Ale skoro na GOG można tę grę dodać do swojej biblioteki kompletnie za darmo, to czemu samemu nie spróbować?








