niedziela, 31 maja 2026

Beyond Citadel – doskonały sequel świetnej gry

 

Nieco ponad siedem miesięcy temu opisałem grę „The Citadel” będącą dość specyficznym połączeniem stylistyki krwawych anime, strzelanek z lat 90. oraz bardziej taktycznego podejścia do samej mechaniki strzelania. Dość powiedzieć, że tytuł ten bardzo przypadł mi do gustu, a że nadarzyła się okazja do nabycia jego kontynuacji po obniżonej cenie, zrobiłem to bez zastanowienia. Zatem jaki jest „Beyond Citadel”? 

Powrót Męczennicy

Fabuła gry zaczyna się niedługo po końcu poprzedniej części. Okazuje się, że uruchomienie ostatniej bomby i zniszczenie Śpiącego Boga nie było równocześnie końcem naszego istnienia. Budzimy się w przypominającej sarkofag komorze kriogenicznej, wewnątrz znajomych korytarzy. Jednak szybko okazuje się, że na zewnątrz tej niewielkiej struktury znajduje się spopielona ziemia z atakującymi nas dziwnymi, pająkopodobnymi stworami, a jedynym sensownym schronieniem wydaje się widoczna w oddali piramida. W jej wnętrzu grupa pozostałych przy życiu ludzi prosi cię o pomoc w pokonaniu siedmiu demonów, które chcą doprowadzić do kolejnego kataklizmu na Ziemi. I tak znowu zostajemy rzuceni w wir walki, jednak tym razem nasza bohaterka ma w niej też swój ukryty cel.

Rzeź trwa nadal

Rozgrywka w „Beyond Citadel” to, w dużym skrócie, znacznie lepiej wypolerowana pod każdym względem gra. Więcej broni, więcej rodzajów przeciwników, lepsza, dużo bardziej szczegółowa grafika, większe zróżnicowanie map, więcej pojazdów, którymi można w niektórych etapach kierować – to tylko początek usprawnień.

Dodany został także system rozwoju postaci, dzięki któremu będziemy mogli nosić przy sobie więcej apteczek czy zapasów jedzenia, szybciej biegać czy otrzymać więcej obrażeń przed zgonem. Ponadto prawie każda broń, a jest ich w grze łącznie trzydzieści pięć, może być ulepszona. Wisienką na torcie naszych umiejętności są zdolności takie jak podwójny skok czy unik. Pozwalają one z czasem na bardzo swobodne poruszanie się po etapach, szczególnie tych umiejscowionych na otwartych przestrzeniach, gdzie będziemy mogli skakać po dachach budynków niczym Neo z „Matrixa”.

Każda z broni jest użyteczna, każda jest dość lub bardzo potężna, a efekty ich działania na przeciwnikach są zwykle makabryczne. Trafieni z różnych broni wrogowie będą tracić kończyny, wylewać się będą z nich wnętrzności, a ich krew tworzyć będzie wielkie plamy na podłogach i sufitach. Czasami zdarzy się, że nasza broń nie zabije przeciwnika od razu i ten będzie leżał na ziemi, ciężko dysząc, czekając na śmierć, która przyjdzie sama lub zostanie zadana przez nas.

Dużo ważniejszym elementem w tej części jest jej fabuła. Nie będę jej tutaj przedstawiał, jednak ostrzegę, że jest to bardzo mroczna opowieść wyjaśniająca losy zarówno świata gry, jak i naszej bohaterki. Nie są to jednak tematy łatwe i niektórych graczy mogą przyprawić co najmniej o uczucie dyskomfortu.


 Taktyczne strzelanie

Takie, wydawałoby się, arkadowe podejście do zobrazowania walki połączone jest z bardzo taktyczną mechaniką strzelania. W grze dostępne są trzy opcje odzwierciedlenia obsługi broni, które można dodatkowo modyfikować. Na najbardziej „realistycznym” ustawieniu obsługa broni wymaga używania aż trzech klawiszy – jednym wyciągamy zużyte magazynki, drugim wkładamy nowe, trzecim repetujemy broń oraz usuwamy zacięcia, gdyż w każdym ustawieniu poza „NO JAM” broń będzie się zużywać i coraz częściej zacinać, o ile nie będziemy jej naprawiać lub wymieniać na nowe egzemplarze.

Co ważne, gra nas do niczego nie zmusza i możemy grać w nią tak, jak sprawia nam to przyjemność, co ja sobie osobiście bardzo cenię. To samo tyczy się innych opcji w grze. Jeżeli kogoś razi zbytnia przemoc lub erotyczne ilustracje, które funkcjonują w grze jako znajdźki, można to wszystko w opcjach gry wyłączyć.


Grafika i dźwięk

„Beyond Citadel” jest tym dla poprzedniej gry, czym „DOOM II” był dla oryginału. Wszystko, co wymagało lekkiej poprawy, zostało poprawione, dodano nowe tekstury i przeciwników, nie zmieniając przy tym szczególnie ogólnej estetyki gry. I takie podejście chcę chwalić, bo wprowadzanie na siłę rewolucji nie jest potrzebne tam, gdzie coś już było dobre.

Co do muzyki i dźwięku, nie ma tu się w zasadzie o czym rozpisywać. Odgłosy broni są świetne – słychać, że strzelamy z prawdziwych armat, co zresztą widać po ciałach przeciwników. Dźwięki wydawane przez przeciwników również są dobrze dobrane i pozwalają na dość szybką i trafną identyfikację, z kim mamy do czynienia, nawet jeżeli go nie widzimy. Muzyka również nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale jest dobrze dopasowana do gry i przyjemnie się jej słucha w czasie rozgrywki.

Werdykt

„Beyond Citadel” to przykład bardzo dobrze zrobionego sequela (inny możecie znaleźć tu). Nie zmieniono nic z mechanik czy prezentacji, które w grze działały dobrze. Wypolerowano większość elementów gry, rozszerzono mechanikę obsługi broni, dodano bardzo dużo elementów opisujących świat gry i jego historię. Dlatego, jeżeli podobała wam się część pierwsza, „Beyond Citadel” możecie kupować w ciemno. Całą resztę zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł. Może wydawać się on lekko dziwny pod względem prezentacji, ale sama mechanika strzelania jest naprawdę warta zagrania w tę grę.

niedziela, 17 maja 2026

Citadel Remastered – polska odpowiedź na „DOOM” z Amigi w zmodernizowanej wersji na PC


Rok 1995 to dość ciekawy czas dla posiadaczy popularnych wtedy komputerów Commodore Amiga. Po pierwsze, po plajcie pierwotnej firmy rok wcześniej marka została przejęta przez Escom AG. Po drugie, w tym roku ukazało się kilka gier, które próbowały pokazać, że na Amidze również da się zrobić pełnoprawne produkcje 3D. Jedną z nich była polska gra „Citadel”, która wśród moich kolegów posiadających Amigę stała się wręcz legendą. Niestety, żaden z nich nie posiadał Amigi 1200, przez co gra działała na ich komputerach dość mizernie, a potem świat poszedł naprzód. Jednak dzięki gog.com możemy teraz sami sprawdzić, co do zaoferowania miała ta produkcja na pecetach. Czy warto?

 

W XXIV wieku na odległej planecie B104-GS12

Cytadela, niegdyś placówka wojskowa, a następnie kolonia karna, stała się tajnym laboratorium nielegalnych eksperymentów biotechnologicznych na ludziach. Kiedy wszelka komunikacja z Cytadelą nagle milknie, wojskowy statek kosmiczny zostaje wysłany w celu zbadania sprawy. Zanim jednak uda się czegokolwiek dowiedzieć, statek zostaje zniszczony, a Ty, jako jedyny ocalały, lądujesz awaryjnie na wrogiej planecie. Uwięziony 12 lat świetlnych od Ziemi, bez nadziei na ratunek, jesteś zmuszony zapuścić się w głąb Cytadeli, aby wypełnić swoją misję. Aby odkryć prawdę, musisz zbadać tajemnicze korytarze, pozostałości po zakazanych eksperymentach i zrobić wszystko, co konieczne, aby zapewnić sobie przetrwanie.

Gra bardzo retro

„Citadel” to bardzo typowy przedstawiciel swoich czasów, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż gra została napisana na Amigę, a nie PC. Rozgrywkowo i wizualnie jest to bardziej klon „Wolfensteina 3D” niż „DOOM-a”. W grze będziemy się poruszać po korytarzach skrzyżowanych zawsze pod kątem prostym, eliminować przeciwników za pomocą różnorakiej broni, szukając jednocześnie kluczy oraz części do zbudowania bomby, którą mamy zniszczyć Cytadelę. 

Ciekawym rozwiązaniem jest to, iż po przejściu pierwszych trzech etapów otrzymamy trochę swobody w wyborze naszej dalszej ścieżki, dostając dostęp do trzech z sześciu sekcji bazy, w jakich znajdują się kolejne części bomby. Po odnalezieniu wszystkich elementów będziemy mogli udać się do centralnej części kompleksu, zniszczyć go i uciec z tej przeklętej planety.

Tak jak w większości gier opartych o kąty proste, tak i tutaj naszym największym przeciwnikiem będzie sam układ pomieszczeń. Większość etapów to prawdziwe plątaniny korytarzy, w których dość łatwo się zgubić. Gra co prawda posiada minimapę, która nawet ma zaznaczone miejsca, w których znajdują się przełączniki, jednak nie można jej w żaden sposób przesunąć lub oddalić, przez co jest ona raczej średnio użyteczna. 

Przeciwnicy potrafią być dość groźni, szczególnie na początku gry, kiedy jeszcze nie mamy dostępu do lepszych broni oraz gdy atakują nas w grupach. Co ciekawe, z powodu ograniczeń samej Amigi każda z części Cytadeli jest „zamieszkana” tylko przez dwa rodzaje przeciwników, jednak w każdej występuje inna ich para, różniąca się pod względem wyglądu, wytrzymałości i uzbrojenia. Podobnie ma się sprawa z samym wyglądem etapów. Każda z części bazy ma swój unikalny wygląd, co sprawia, że nawet przy tak ubogiej geometrii pomieszczeń nie wieje nudą. 

Co do arsenału, będziemy mieli w grze dostęp łącznie do sześciu rodzajów broni, od pistoletu po wyrzutnię rakiet. Co ciekawe, mamy też pięści, ale z dziwnego powodu nie da się nimi atakować. I tutaj standardy się kończą. Po pierwsze, z każdej broni da się strzelać tak szybko, jak szybko jesteśmy w stanie naciskać lewy przycisk myszy. Sprawia to, iż przy dużym zapasie amunicji możemy wyeliminować dowolną liczbę przeciwników bardzo szybko, bez specjalnych strat dla naszego stanu zdrowia. Po drugie, przynajmniej na łatwym poziomie trudności, jesteśmy w stanie zebrać do 999 sztuk amunicji do każdej broni oraz tyle samo punktów życia, podnosząc apteczki. Te dwie rzeczy sprawiają, iż pod względem walki gra nie jest specjalnym wyzwaniem. No chyba, że przez przypadek podniesiemy butelkę wódki i zacznie nami bujać, co jednak nie zdarza się zbyt często. 

Grafika i dźwięk

Graficznie gra prezentuje się całkiem nieźle jak na tytuł z 1995 roku. W porównaniu z „Wolfensteinem 3D” mamy tutaj pełne teksturowanie powierzchni, z podłogami i sufitami włącznie. Przeciwnicy może i są pikselowi, ale za to malowniczo padają martwi po otrzymaniu serii — można też ich podpalić miotaczem ognia czy wysadzić wybuchowymi beczkami. A jeżeli któryś wyzionie ducha blisko ściany, ta zostaje ona skąpana szkarłatną posoką. Szkoda tylko, że nigdy nie widzimy trzymanej w ręku broni, a jedyną informacją o tym, co akurat dzierżymy, jest ikona na dolnym pasku.

Dźwięk jest dość przeciętny. Sampli jest niewiele i ich jakość, nawet jak na standardy tamtych czasów, nie powala. Najgorsze jest jednak to, że w „Citadel” nie ma żadnej muzyki poza tą z ekranu ładowania gry, intra, głównego menu, wyboru misji oraz outra. Zapewne wynikało to z ograniczeń pamięci samego komputera Amiga, jednak jest to wielka szkoda, gdyż akurat muzyka na Amidze była jedną z tych rzeczy, które temu komputerowi wychodziły bardzo dobrze.

Werdykt

„Citadel Remastered” to prawdziwa podróż w czasie, ze wszystkimi tego zaletami i wadami. Z jednej strony jest to ważny kawałek historii rozwoju gier i pokazania, co można było na komputerze Amiga osiągnąć, z drugiej gra jest jak na dzisiejsze czasy mocno archaiczna i dla osób, które nie gustują w starych grach, może się okazać zwyczajnie odpychająca. Ale skoro na GOG można tę grę dodać do swojej biblioteki kompletnie za darmo, to czemu samemu nie spróbować?


Katana Zero – świetna platformówka z równie dobrą fabułą

Po ostatniej serii strzelanek postanowiłem zagrać w coś, co leżało w mojej kolekcji już od dość długiego czasu. „Katana Zero”, bo o tej grze...