Ostatnim razem pisałem o remasterach gier „Soul Reaver 1 i 2”, dzięki którym ponownie można było się przenieść do dwóch naprawdę wspaniałych gier, gdzie liczyła się dobra fabuła i nienaganny sposób jej przedstawienia graczom. Wspomniałem wtedy też, że następny w kolejce do omówienia jest remaster ostatniej, do niedawna, części serii, czyli „Defiance”, oraz nowego tytułu, czyli „Ascendance”. Po zagraniu w oba stwierdziłem, że o „Defiance” nie będę pisał osobnego wpisu, gdyż jest to tak samo dobrze zrobiony remaster jak dwa poprzednie i jeżeli ktoś ma ochotę zagrać w tę grę bez stresów na współczesnych komputerach, to może to brać w ciemno. A co do „Ascendance”, to już tak różowo nie jest.
Historia
trochę niepotrzebna
„Legacy of Kain Ascendance” toczy się głównie wokół historii Elaleth, siostry Raziela, która szuka brata, aby się na nim zemścić. Niestety nie jest to takie proste, gdyż Mobius rzucił na nią klątwę, która sprawia, że jest ona nieustannie ciskana między różnymi epokami świata Nosgoth. Z pomocą przyszedł jej tajemniczy osobnik Ky'Set'Syk, który jest w stanie opóźnić działanie klątwy, ale nie bez końca.
Gra bardzo podstawowa
„Legacy of Kain Ascendance” to platformówka, która od strony graficznej
prezentuje się jako całkiem niezła gra pixelartowa, ale pod względem rozgrywki
cofa się do czasów NES, i to w złym tego słowa znaczeniu. Pod względem
rozgrywki gra jest maksymalnie uproszczona. Każdą z czterech postaci, jakimi
możemy zagrać, będziemy robić w zasadzie to samo, czyli biegać, skakać,
wykonywać jeden typ ataku mieczem oraz, w przypadku wampirów, atak z powietrza.
Jest jeszcze czepianie się ścian oraz, w przypadku wampirzego rodzeństwa,
możliwość latania.
I to w zasadzie tyle. W każdym etapie będziemy iść w prawo, zabijać przeciwników, pić ich krew lub podpalać, a w przypadku wampirów omijać ogień i wodę. Będziemy także musieli co jakiś czas się żywić krwią, inaczej umrzemy. Czasem może znaleźć się jeszcze jakiś sekret, który zawiera drobne ulepszenie naszych zdolności albo jakiś element opisujący świat gry. I tak jak zwykle w grach lubię na takie rzeczy polować, tak tutaj raczej tego robić nie będę.
Na końcu większości etapów czeka
na nas też walka z bossami, które, podobnie jak zwykłe starcia, sprowadzają się
zwykle do ciągłego powtarzania jednej kombinacji uników i ciosów. W zasadzie
tylko ostatnie starcie w grze wymaga trochę więcej finezji, ale też niezbyt
wiele.
Grafika i dźwięk
Graficznie nie jest najgorzej. Gra, na tle pixelartowej konkurencji, prezentuje
się przyzwoicie. Grafika jest ładna, dość dopracowana i animacje postaci są
niezgorsze. Są też współczesne akcenty, takie jak dynamiczne oświetlenie oraz
różnego rodzaju efekty od trafień czy eksplozji.
Z dźwiękiem sprawa ma się za to
nierówno i wpływa na to zasadniczo jeden aspekt – upływ czasu. Otóż każda z
postaci w grze, nawet przeciwnicy, ma nagrane kwestie dialogowe. Problem w tym,
że Micheal Bell, aktor grający Raziela, jedną z głównych postaci serii, ma już
87 lat. W momencie, gdy ukazywała się pierwsza gra, w której użyczał tej
postaci głosu, miał on 60 lat, a w ostatniej 64. Niestety, i to z całym szacunkiem,
jaki mam dla jego dokonań w dziedzinie dubbingu w ogóle, ale w obecnym stanie
on już nie brzmi jak grana przez niego postać. Niestety, ale wiek robi swoje.
Simon Templeman, grający Kaina, jeszcze daje radę czytać swoje kwestie głosem, jaki znamy z poprzednich gier, ale to już pewnie też nie potrwa długo – ma w końcu obecnie 72 lata na karku. Sama jakość dialogów też pozostawia trochę do życzenia. Chociaż moim zdaniem nie są tak słabe jak w przypadku „Blood Omena 2” (któremu też przydałby się remaster), to jednak nie są na tym samym poziomie co pozostałe części serii. Niestety, ale brak Amy Hennig za sterami robi swoje.
Werdykt
Tak jak pierwotnie cieszyłem się, że ktoś próbuje ponownie zainteresować świat
serią „Legacy of Kain” nie tylko poprzez remastery, tak po zagraniu w tę
produkcję wolę już, żeby tej serii nikt więcej nie ruszał, chyba że miałaby to
zrobić Amy, aby finalnie domknąć serię. Płytka rozgrywka, słaba historia, która
mogłaby być dobrym fanfikiem, ale na pewno nie pełnoprawną częścią tej legendarnej
serii, oraz, niestety, starzejący się aktorzy grający główne role to niestety
nie jest przepis na grę nawet poprawną. Zagrałem i reszcie radzę omijać, chyba
że będzie na jakiejś bardzo mocnej przecenie.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz