niedziela, 14 czerwca 2026

Metal Eden – dobry i szybki FPS

 

Dziś kolejna porcja biegania i strzelania, jednak tym razem bardzo odmiennego od dwóch poprzednich tytułów, jakie tutaj opisywałem. Polski „Metal Eden”, bo o nim dziś mowa, postawił na rozgrywkę znacznie bliższą nowym „DOOMom”, „Titanfallowi 1 i 2” (w aspekcie poruszania się) czy też starym arena shooterom. Czy taka kombinacja mechanik rozgrywki wyszła tytułowi na dobre? Przekonajcie się.


 
Gdzieś daleko w kosmosie

Planeta Ziemia dawno przekroczyła możliwości utrzymania ciągle rozrastającej się ludzkiej cywilizacji i ludzie postanowili sięgnąć do gwiazd. Jednak podróże na odległe planety są kłopotliwe z powodu kruchości ludzkiego życia. Dlatego stworzono technologię digitalizacji ludzkiej świadomości do formatu cyfrowego w postaci rdzeni pamięci. W ten sposób można było zapisać tysiące ludzkich istnień w urządzeniach mieszczących się na ludzkiej dłoni i wysłać je na odległy świat, aby zbudować cywilizację od nowa, a ich samych umieścić w syntetycznych ciałach. Jednak, jak to zwykle z ludźmi bywa, coś poszło nie tak i cały projekt diabli wzięli. I teraz do gry wkraczamy my. 

Jednostka typu Hyper

Naszą bohaterką jest Aska, syntetyczny człowiek umieszczony w ciele jednostki typu Hyper – androida bojowego odznaczającego się dość sporą odpornością na obrażenia oraz zawrotną prędkością poruszania się, wspomaganą przez plecak odrzutowy, który pozwala na wykonywanie różnych skoków i uników w powietrzu. Jej podstawową bronią jest szybkostrzelny karabinek energetyczny z nieograniczonym zasobem amunicji, który jednak przegrzewa się przy dłuższym użyciu, a specjalną zdolnością jest wyrywanie z przeciwników rdzeni, które można potem wykorzystywać jako broń lub doładowanie własnych zdolności. Tak wyposażeni zostajemy wysłani na misję uwolnienia rdzeni mieszkańców miasta Moebius, uwięzionych przez jego zbuntowanych twórców.

 

Walka w ciągłym biegu

„Metal Eden” to gra, w której ciągle będziemy biegać – dosłownie. W jej ustawieniach nie ma klawisza do sprintu, on jest zawsze i na stałe włączony. Aska to android, nigdy się nie męczy, a szybkie przemieszczanie się będzie bardzo pomocne w unikaniu ataków przeciwników, gdyż jej ciało, chociaż wykonane z metalu i plastiku, nie jest niezniszczalne. 

Jak wspomniałem na początku, sama rozgrywka przypomina skrzyżowanie kilku tytułów. Samo bieganie i strzelanie to w zasadzie „Titanfall”. Poza standardowym poruszaniem się po ziemi możemy też biegać po ścianach, podskakiwać za pomocą odrzutowego plecaka oraz używać linki z hakiem do wciągania się za pomocą umieszczonych tu i ówdzie zaczepów na platformach. Wszystko to działa płynnie, precyzyjnie i daje dużo satysfakcji.

Z arena shooterów została zaczerpnięta mechanika odnawiających się po upływie określonego czasu pakietów życia, pancerza, amunicji czy odnowienia zdolności wyrywania rdzeni. I ma to miejsce właśnie na arenach, gdzie będziemy pokonywać kolejne fale przeciwników, wykonując też czasem zadania polegające na kontrolowaniu pewnego obszaru.

Pomiędzy arenami gra przypomina za to „Ghostrunnera”. Tu będziemy się poruszać po niedokończonym megamieście Moebius lub na powierzchni planety Vulcan, korzystając ze wszystkich dostępnych parkourowych zdolności, aby dotrzeć do naszego celu, a w pewnych sekcjach ze zdolności zmieniania się w metalową kulę, która umożliwi szybsze przemieszczanie się po etapach i oferuje inny zestaw uzbrojenia. Jednak nie warto cały czas biec na oślep przed siebie, gdyż zboczenie z trasy, aby zwiedzić różne zakamarki, pozwoli nam znaleźć pojemniki z Pyłem – substancją, dzięki której będziemy mogli ulepszać nasz arsenał.

Pukawki i inne zabawki

„Metal Eden” oferuje łącznie siedem broni do znalezienia w czasie kampanii. Są to pistolet, strzelba, karabin energetyczny, pistolet maszynowy, granatnik i miotacz piorunów. Poza zasadniczymi różnicami wynikającymi z ich rodzajów dzielą się one na dwa typy – te, które potrafią skutecznie niszczyć pancerz przeciwników, i te, które radzą sobie z tym zadaniem słabo. Ponadto każdą broń można wyposażyć w jeden z dwóch alternatywnych rodzajów ataków oraz ją dwukrotnie ulepszyć.

Poza naszym arsenałem bardzo ważną mechaniką jest samo wyrywanie rdzeni. Początkowo będzie to pomocne w szybkim unicestwianiu pojedynczych przeciwników, jednak wraz z pojawieniem się jednostek wroga wyposażonych w pancerz rdzenie staną się podstawowym sposobem na jego neutralizację. Pierwszym jest użycie wyrwanego rdzenia do doładowania ataku pięścią, który sprawi, że zwykła broń będzie przez chwilę w stanie skutecznie niszczyć pancerz. Drugim, dostępnym po odblokowaniu odpowiedniej zdolności, jest ciśnięcie rdzenia w przeciwnika i późniejsze ostrzelanie go z broni palnej.

Samo ulepszanie naszych zdolności odbywa się po ukończeniu każdej areny. Aby z niej wyjść, musimy zhakować terminal, który pozwoli na ulepszenie wybranej zdolności z jednego z trzech drzewek rozwoju. Każde z nich poprawi określone parametry naszej bohaterki lub doda nowe efekty do samego wyrywania rdzenia lub użycia go do ataku przeciwnika w jeden czy drugi z opisanych wyżej sposobów. Podobnie jak w przypadku broni, nigdy nie będziemy mieli możliwości odblokować wszystkich zdolności dostępnych w grze, dlatego warto się zastanowić, które ulepszenie jest najlepsze dla naszego stylu rozgrywki.

I tutaj ciekawym pomysłem jest tryb Gauntlet, który skupia się na samej walce na arenach, udostępniając nam od samego początku pełny arsenał broni. Dzięki temu trybowi będziemy mogli bez problemu wielokrotnie rozgrywać poszczególne walki i eksperymentować z różnymi kombinacjami ulepszeń.

Grafika i dźwięk

„Metal Eden” było tworzone przez niewielki zespół polskiego studia Reikon Games, ale swoje zasoby wykorzystali bardzo dobrze. Zarówno wygląd głównej bohaterki, jej arsenał, jak i przeciwników jest naprawdę dobry i nieźle dopracowany. Animacje są ładne i płynne, a sama walka bardzo widowiskowa. Etapy, w których przyjdzie nam się poruszać, nie są już tak dokładnie wykonane i, chociaż ładne i często wizualnie widowiskowe, wyglądają jednak dość surowo. 

Dźwięki w grze są dobrze dobrane, zarówno te od broni, jak i głosy postaci. Cała fabuła gry jest przedstawiana w sekcjach parkourowych za pomocą monologów lub dialogów Aski z Nexusem, naszym „zleceniodawcą”, oraz Operatorem – innym bytem, który zgodził się pomóc w naszych zmaganiach w zamian za przysługę.

Muzyka zasługuje za to na osobną wzmiankę przez pewien zbieg okoliczności. Kompozytorem całej ścieżki jest Sascha Dikiciyan, znany szerzej jako Sonic Mayhem. Sama ścieżka jest naprawdę dobrze skomponowana i świetnie pasuje do tego, co dzieje się na ekranie, zarówno w czasie walk na arenach, jak i poza nimi. A co do zbiegu okoliczności – na początku czerwca zespół Gunship wypuścił nowy singiel pt. „Core Breach (Built to Destroy)”. Jak się okazuje, jest to kawałek bazujący na utworze „Core Breach”, który w grze grany jest w czasie walki z ostatnim bossem. Taki mały chichot losu – dowiedzieć się o czymś w taki sposób.

Werdykt

„Metal Eden” to bez wątpienia świetna strzelanka. Szybka, wciągająca, ale niemęcząca rozgrywka, ciekawe bronie i przeciwnicy, spektakularne widoki i dość interesująca historia zapewnią nam kilka godzin dobrej zabawy, które możemy przedłużyć o kolejne, bawiąc się w trybie Gauntlet. I to jest w zasadzie jedyna wada tej gry – jest trochę za krótka. Ale i tak gorąco ją polecam każdemu wielbicielowi strzelanek, bo to po prostu kawał porządnej gry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Metal Eden – dobry i szybki FPS

  Dziś kolejna porcja biegania i strzelania, jednak tym razem bardzo odmiennego od dwóch poprzednich tytułów, jakie tutaj opisywałem. Polski...