niedziela, 23 sierpnia 2026

Quake – Dawn of the Machine – nowy dodatek na 30-lecie gry

„Quake”, druga legendarna gra i marka stworzona przez oryginalny zespół id Software, niedawno obchodziła swoje trzydziestolecie. Z tej okazji, poza oczywistymi obchodami na QuakeConie, MachineGames (twórcy nowych odsłon serii „Wolfenstein”) wypuściło nowy, darmowy epizod do gry, dostępny w jej najnowszej aktualizacji. Jak to zatem jest wskoczyć ponownie do w zasadzie trzydziestoletniej gry?

Tego się nie zapomina

„Quake” to jedna z najważniejszych gier, jakie ukazały się w latach 90. W pełni trójwymiarowa grafika, mroczny klimat, świetna rozgrywka, możliwość grania po sieci (ja grałem raz, hostując grę, w której jeden z graczy był połączony po kablu koncentrycznym, drugi poprzez port COM, a trzeci poprzez modem 56K – i wszystko działało bez problemów) oraz świetnie zaprojektowane poziomy ustanowiły wtedy nowy standard dla gier FPS. Od tego czasu minęło trzydzieści lat, ale to w niczym nie zmienia faktu, że w „Quake’a” dalej gra się niesamowicie dobrze.

Nowy epizod, „Dawn of the Machine”, składa się łącznie z dziewiętnastu kompletnie nowych etapów, które w porównaniu z oryginalną grą są w większości przypadków po prostu olbrzymie i pełne przeciwników, zarówno dobrze znanych, jak i kilku nowych. Część etapów posiada też bardzo ciekawe rozwiązania pod względem samej rozgrywki, takie jak przemieszczanie się pomiędzy dwoma różnymi okresami w czasie w ramach tej samej mapy czy też elementy platformowe, które urozmaicają rozgrywkę. 

Zachowując klimat oryginalnych epizodów, będziemy przemierzać średniowieczne zamki i mroczne świątynie w poszukiwaniu czterech run. Nowe etapy są skonstruowane bardzo ciekawie, każdy ma swój klimat, dobrze wyważony poziom trudności oraz o wiele większą liczbę przeciwników. To czasami czyni rozgrywkę bliższą oryginalnemu „DOOM-owi”, gdyż większość etapów ma przynajmniej jedną arenę, na której atakuje nas jednocześnie kilkunastu przeciwników, czego w oryginalnych epizodach nie uświadczymy.

Reszta rozgrywki to stary, dobry „Quake” i nic tutaj ani nie poprawiono, ani nie zepsuto. Nowi przeciwnicy dobrze dopasowują się do znanych schematów, jednak mają na tyle dużo własnego charakteru, że szybko nauczymy się ich rozpoznawać oraz skutecznie eliminować.

Grafika i dźwięk

Wersja, na której działa dodatek, to przygotowany przez Nightdive Studios kilka lat temu port gry korzystający z ich autorskiego silnika o nazwie KEX. Pozwala on tworzyć gry kompatybilne z nowymi systemami operacyjnymi bez ingerowania w oryginalny kod, dzięki czemu udaje się stworzyć wersje wierne pod względem rozgrywki oryginałom. I to w czasie grania czuć. Pod względem grafiki poprawiono niewiele, kładąc główny nacisk na poprawę modeli przeciwników oraz broni, a także na poprawę jakości oświetlenia wykorzystywanego w grze czy dodanie przeźroczystej powierzchni wody.

Cała reszta grafiki, szczególnie tej stworzonej na potrzeby nowego epizodu, jest wierna pod względem klimatu i parametrów technicznych pierwotnej grafice w grze. Jedyne, co się zmieniło, to tzw. skyboxy, które teraz wyglądają o wiele lepiej i bardziej przypominają te znane z gry „Quake II”.

Pod względem dźwięku i muzyki wszystko też jest na swoim miejscu. Szczególnie dotyczy to efektów dźwiękowych przygotowanych dla nowych przeciwników. Bez problemu odróżnimy je od dobrze już znanych dźwięków z podstawowej gry, ale jednocześnie są one idealnie dopasowane do jej ogólnego klimatu. To samo dotyczy muzyki skomponowanej przez Christiana Ploforsa – jest to ten mroczny, ambientowy klimat znany z legendarnej już muzyki stworzonej przez Trenta Reznora i doskonale pasuje do ogólnego klimatu „Quake’a”.

Werdykt

Prezent w postaci darmowego epizodu z okazji 30-lecia gry takiej jak „Quake” jest bardzo miłym ukłonem w stronę jej fanów, szczególnie że jest to w pełni profesjonalna produkcja. Wielkie mapy z dużą liczbą przeciwników, świetnym klimatem i ciekawymi rozwiązaniami pod względem rozgrywki powinny przypaść do gustu zarówno starym, jak i nowym fanom tej wiekowej już gry. Dlatego, jeżeli od jakiegoś czasu nie odpalaliście odświeżonej wersji „Quake’a”, to dla tego dodatku warto to zrobić. Jeżeli natomiast wersji odświeżonej jeszcze nie posiadacie, to warto rozważyć jej zakup. Obecnie w pakiecie, oprócz oryginalnej gry i dwóch stworzonych w latach 90. dodatków, dostępne są trzy kolejne epizody, wliczając w to opisywany dziś. Przy obecnej cenie tej gry uważam, że naprawdę warto.

niedziela, 9 sierpnia 2026

Alan Wake 2 – to nie jest gra, to artystyczny majstersztyk


Remedy Entertainment to jedno z najciekawszych studiów tworzących gry, chociaż w swoim portfolio nie ma ich za wiele. Zaczynając w 1996 roku od świetnej gry wyścigowej „Death Rally”, prawdziwym przełomem dla studia okazały się „Max Payne” 1 i 2 (trzecia to już produkcja Rockstar). Potem, w 2010 roku, pojawił się „Alan Wake”, który wkraczał w zupełnie inne terytorium, rodem z powieści Stephena Kinga. Gra była bardzo dobra, szczególnie pod względem fabuły i klimatu. Kolejną odsłoną przygód pisarza był „American Nightmare”, gdzie gra była nastawiona jeszcze bardziej na akcję. Natomiast na właściwą kontynuację przyszło nam czekać aż do roku 2023, czyli 13 lat. Czy to, co dostaliśmy, było warte czekania?

W poprzednim odcinku

Dla nieznających tematu, „Alan Wake” to historia pisarza, który ma blokadę twórczą, nawracające koszmary, a na dodatek jego małżeństwo zaczyna się rozpadać. Jego żona, Alice, postanawia ratować sytuację, wynajmując domek w miejscowości Bright Falls w stanie Washington. Ma to pomóc ponownie zbliżyć się małżonkom oraz pozwolić Alanowi znowu pisać. Jednak sprawy szybko przybierają zły obrót. Alice znika w tajemniczych okolicznościach, a w jeziorze Cauldron Lake, nad którym znajduje się miejscowość, budzi się pradawne zło, które za wszelką cenę chce się z niego wydostać. Nasz bohater, uzbrojony w pistolet i latarkę, musi przedrzeć się przez zastępy opanowanych przez Mroczną Obecność mieszkańców, aby uratować żonę i powstrzymać nadchodzącą katastrofę. Udaje mu się to kosztem swojego uwięzienia w świecie koszmarów, z którego bezskutecznie próbuje się wydostać.

13 lat później

Po wydarzeniach z pierwszej gry Cauldron Lake zostaje otoczone płotem przez Federalne Biuro Kontroli (znane z „Control”) pod pretekstem wydobywających się z niego wulkanicznych gazów zagrażających zdrowiu i życiu ludzi. Nie przeszkadza to jednak pojedynczym osobom zapuszczać się nad jego brzegi w poszukiwaniu dreszczyku emocji lub po prostu z ciekawości. W czasie jednej z takich wypraw rozpoczyna się nasza przygoda.

Budzimy się w ciele lekko otyłego, nagiego mężczyzny, który, jak wszystko na to wskazuje, właśnie wyszedł z jeziora. Widzi go para bliżej niezidentyfikowanych osób, która szybko ulatnia się z tego miejsca, a my, błądząc po leśnych ostępach, szukamy pomocy. Ta jednak nie nadchodzi, gdyż zostajemy napadnięci i rytualnie zamordowani przez grupę ludzi ubranych w maski jeleni. Tak zaczyna się jedna z najdziwniejszych historii w grach, w jakie kiedykolwiek grałem.

Agentka FBI

Jak widać powyżej, „Alan Wake 2” zaczyna się dość gwałtownie, jednak potem trochę zwalnia. Na miejsce morderstwa zostają wezwani agenci FBI, Saga Anderson oraz Alex Casey. Saga, bo to nią będziemy poruszać się przez połowę naszej przygody, jest doświadczonym agentem posiadającym dość ciekawą umiejętność – mentalny pokój, w którym może układać sobie dotychczas odkryte wskazówki dotyczące prowadzonych spraw oraz profilować podejrzanych, dzięki czemu jej „intuicja” podpowiada jej, co dalej należy zrobić. Są to bardzo ciekawe mechaniki, wykorzystywane przez całą grę i często niezbędne do dalszego posunięcia gry do przodu.

Dość powiedzieć, że nasza para agentów szybko przekonuje się, że to, co dzieje się w Bright Falls i okolicach, to sprawa rodem z „Archiwum X”. A do tego wszystkiego, po swoim pierwszym starciu z siłami ciemności, znajdują nad brzegiem jeziora Alana Wake'a. Ten początkowo nie pamięta za dużo z tego, co działo się przez trzynaście lat jego uwięzienia w Mrocznym Miejscu znajdującym się pod jeziorem. Jednak z czasem wszystko sobie przypomni. I nie będzie to nic przyjemnego.

Mroczny świat Alana Wake'a

„Alan Wake 2” to gra, która naprzemiennie, ale bez specjalnego przymusu, będzie pokazywać zmagania dwóch postaci – Sagi, która dąży do rozwiązania sprawy coraz dziwniejszych zdarzeń dziejących się w Bright Falls, oraz Alana, który będzie odtwarzał swoją podróż przez Mroczne Miejsce, mroczny wymiar materializujący różnego rodzaju lęki i wady charakteru.

Tak jak Saga ma swój mentalny pokój detektywa, tak Alan ma pokój pisarza. Pozwala on, na podstawie różnych pomysłów, na jakie natrafia w czasie swojej podróży, „przepisywać” istniejące lokacje, zmieniając diametralnie ich wygląd, co odblokowuje nowe przejścia, którymi może się poruszać, oraz nowe pomysły do dalszego zmieniania miejsc, w jakich się znajduje.

Drugą, lokalną mechaniką dokonywania zmian w otoczeniu jest magiczna lampa, która pozwala wessać światło z jednej lokacji i przenieść je do innej, co służy odblokowywaniu konkretnych przejść lub drzwi. Po chwili przyzwyczajenia obydwie mechaniki stają się bardzo naturalnymi i szalenie wciągającymi elementami rozgrywki, które urozmaicają ją i mają bardzo duży wpływ na wizualną reprezentację zmienianych lokacji.

Horror

W porównaniu do poprzednich gier z serii „Alan Wake 2” to w większości rasowy survival horror. Przeciwników nie jest zwykle dużo, ale są oni dość mocni. W większości przypadków trzeba ich najpierw potraktować skupionym snopem światła z latarki, aby w ogóle móc ich zranić, a zapasów na ich pokonanie mamy zawsze niewiele. Co prawda bronie, szczególnie karabin i strzelba, są dość potężne, jednak strzelać możemy tylko celując, a to nas bardzo spowalnia i jeszcze zawęża pole widzenia.

Do tego dochodzą walki z bossami, które podnoszą poprzeczkę jeszcze bardziej. Część wymaga unikania dość niszczycielskich ataków, część dobrego rozglądania się po otoczeniu w celu znalezienia odpowiedniego sposobu na pokonanie przeciwnika. Każda jest inna i wszystkie są równie emocjonujące. 

Tak samo dobrze sprawa ma się odnośnie do fabuły. Każdy kolejny „odcinek” – gra jest na nie wyraźnie podzielona, włącznie ze specjalnie napisanymi do nich piosenkami odgrywanymi na koniec – trzyma nas w napięciu i wraz z postępem fabuły chcemy w nią brnąć coraz mocniej. Historia, jej prezentacja na ekranie, dialogi, mieszanie gry z filmami nagranymi z udziałem prawdziwych aktorów i muzyka tworzą niesamowitą mieszankę, która często przestaje być grą, a zaczyna być niesamowitym interaktywnym doświadczeniem, w które człowiek po prostu zagłębia się bez reszty.

 

Grafika i dźwięk

Prezentacja graficzna jest po prostu fenomenalna. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ilość detali otoczenia, takich jak kamyczki, trawa, paprocie, domowe sprzęty, ubrania czy, w przypadku Mrocznego Miejsca, brud ulic wielkiego miasta, które w grze nie mają żadnej innej funkcji poza budowaniem klimatu przebywania w danym miejscu. Wygląda to po prostu świetnie.

Tak samo dobre są animacje postaci, szczególnie ich twarzy w czasie rozmów czy przerywników na silniku gry. Mimika jest świetnie dopasowana do odgrywanych kwestii dialogowych, a same twarze wyglądają bardzo dobrze. Reszta animacji – chodzenia, biegania, wspinania się, strzelania, przeładowywania broni, ataków przeciwników oraz innych czynności – jest równie dobrze zrobiona i cieszy oko w czasie gry.

Muzyka to kolejny świetny element tej doskonałej układanki. Zarówno utwory napisane jako tło do akcji dziejącej się na ekranie, jak i piosenki odtwarzane na końcu każdego odcinka są doskonałym dopełnieniem wrażeń wizualnych. Co ciekawe, wszystkich możemy posłuchać w samej grze w dowolnym momencie za pomocą radiomagnetofonów znajdujących się w pokojach Sagi i Alana. 

Gra aktorska stoi na najwyższym poziomie, co zresztą w przypadku gier od Remedy jest standardem. Dotyczy to zarówno samych dialogów, jak i różnego rodzaju wstawek filmowanych z użyciem prawdziwych aktorów. Wszystko brzmi i wygląda po prostu wspaniale.

DLC

Ja zakupiłem wersję gry wraz z dwoma DLC – „Night Springs” oraz „Lake House”. Pierwsze to trzy niezależne odcinki, w których wcielimy się w postacie bezpośrednio i pośrednio związane z właściwą grą. W porównaniu z „podstawką” są one nastawione prawie wyłącznie na czystą akcję, chociaż ostatni odcinek stanowi bardzo ciekawy eksperyment artystyczny, chociaż lekko dziwaczny. Niemniej, jak to ujęła jedna z postaci w grze, jest to „miła odskocznia”. 

„Lake House” natomiast to rasowy horror bezpośrednio powiązany z wydarzeniami z gry. Może nie jest on do końca oryginalny, ale jest niesamowicie dobrze wykonany, a jeden z występujących w nim przeciwników to coś, z czym jeszcze nigdy wcześniej się nie zetknąłem. Ten dodatek jest naprawdę wart zakupienia i zagrania. 

Werdykt

„Alan Wake 2” to istny majstersztyk. Gra, składająca się z wielu, czasami dziwnych elementów i pomysłów, jest po prostu niesamowitym doświadczeniem na poziomie fabularnym, wizualnym i dźwiękowym. Co prawda po doświadczeniach z pierwszej gry oraz z „Control” spodziewałem się trochę bardziej dynamicznej gry, jednak podróż, w jaką zabrała mnie ta produkcja, była na tyle niesamowita, że wszystkie „wady”, jakie mogłyby w innym przypadku dla mnie w niej istnieć, przestały mieć znaczenie. Jest to jedna z tych pozycji, w które po prostu trzeba zagrać.

 

Tyr – starcia futurystycznych czołgów w stylu hero shooter

  Jeżeli ktoś rzuci temat multiplayerowej gry o bitwach pancernych, to bez wątpienia pierwszymi tytułami, jakie przyjdą graczom do głowy, ...