Remedy Entertainment to jedno z najciekawszych studiów
tworzących gry, chociaż w swoim portfolio nie ma ich za wiele. Zaczynając w
1996 roku od świetnej gry wyścigowej „Death Rally”, prawdziwym przełomem dla
studia okazały się „Max Payne” 1 i 2 (trzecia to już produkcja Rockstar).
Potem, w 2010 roku, pojawił się „Alan Wake”, który wkraczał w zupełnie inne
terytorium, rodem z powieści Stephena Kinga. Gra była bardzo dobra, szczególnie
pod względem fabuły i klimatu. Kolejną odsłoną przygód pisarza był „American
Nightmare”, gdzie gra była nastawiona jeszcze bardziej na akcję. Natomiast na
właściwą kontynuację przyszło nam czekać aż do roku 2023, czyli 13 lat. Czy to,
co dostaliśmy, było warte czekania?
W poprzednim odcinku
Dla nieznających tematu, „Alan Wake” to historia
pisarza, który ma blokadę twórczą, nawracające koszmary, a na dodatek jego
małżeństwo zaczyna się rozpadać. Jego żona, Alice, postanawia ratować sytuację,
wynajmując domek w miejscowości Bright Falls w stanie Washington. Ma to pomóc
ponownie zbliżyć się małżonkom oraz pozwolić Alanowi znowu pisać. Jednak sprawy
szybko przybierają zły obrót. Alice znika w tajemniczych okolicznościach, a w
jeziorze Cauldron Lake, nad którym znajduje się miejscowość, budzi się pradawne
zło, które za wszelką cenę chce się z niego wydostać. Nasz bohater, uzbrojony w
pistolet i latarkę, musi przedrzeć się przez zastępy opanowanych przez Mroczną
Obecność mieszkańców, aby uratować żonę i powstrzymać nadchodzącą katastrofę.
Udaje mu się to kosztem swojego uwięzienia w świecie koszmarów, z którego
bezskutecznie próbuje się wydostać.
13 lat później
Po wydarzeniach z pierwszej gry Cauldron Lake zostaje
otoczone płotem przez Federalne Biuro Kontroli (znane z „Control”) pod
pretekstem wydobywających się z niego wulkanicznych gazów zagrażających zdrowiu
i życiu ludzi. Nie przeszkadza to jednak pojedynczym osobom zapuszczać się nad
jego brzegi w poszukiwaniu dreszczyku emocji lub po prostu z ciekawości. W
czasie jednej z takich wypraw rozpoczyna się nasza przygoda.
Budzimy się w ciele lekko otyłego, nagiego mężczyzny, który, jak wszystko na to wskazuje, właśnie wyszedł z jeziora. Widzi go para bliżej niezidentyfikowanych osób, która szybko ulatnia się z tego miejsca, a my, błądząc po leśnych ostępach, szukamy pomocy. Ta jednak nie nadchodzi, gdyż zostajemy napadnięci i rytualnie zamordowani przez grupę ludzi ubranych w maski jeleni. Tak zaczyna się jedna z najdziwniejszych historii w grach, w jakie kiedykolwiek grałem.
Agentka FBI
Jak widać powyżej, „Alan Wake 2” zaczyna się dość
gwałtownie, jednak potem trochę zwalnia. Na miejsce morderstwa zostają wezwani
agenci FBI, Saga Anderson oraz Alex Casey. Saga, bo to nią będziemy poruszać
się przez połowę naszej przygody, jest doświadczonym agentem posiadającym dość
ciekawą umiejętność – mentalny pokój, w którym może układać sobie dotychczas
odkryte wskazówki dotyczące prowadzonych spraw oraz profilować podejrzanych,
dzięki czemu jej „intuicja” podpowiada jej, co dalej należy zrobić. Są to
bardzo ciekawe mechaniki, wykorzystywane przez całą grę i często niezbędne do
dalszego posunięcia gry do przodu.
Dość powiedzieć, że nasza para agentów szybko przekonuje się, że to, co dzieje się w Bright Falls i okolicach, to sprawa rodem z „Archiwum X”. A do tego wszystkiego, po swoim pierwszym starciu z siłami ciemności, znajdują nad brzegiem jeziora Alana Wake'a. Ten początkowo nie pamięta za dużo z tego, co działo się przez trzynaście lat jego uwięzienia w Mrocznym Miejscu znajdującym się pod jeziorem. Jednak z czasem wszystko sobie przypomni. I nie będzie to nic przyjemnego.
Mroczny świat Alana Wake'a
„Alan Wake 2” to gra, która naprzemiennie, ale bez
specjalnego przymusu, będzie pokazywać zmagania dwóch postaci – Sagi, która
dąży do rozwiązania sprawy coraz dziwniejszych zdarzeń dziejących się w Bright
Falls, oraz Alana, który będzie odtwarzał swoją podróż przez Mroczne Miejsce,
mroczny wymiar materializujący różnego rodzaju lęki i wady charakteru.
Tak jak Saga ma swój mentalny pokój detektywa, tak Alan ma pokój pisarza. Pozwala on, na podstawie różnych pomysłów, na jakie natrafia w czasie swojej podróży, „przepisywać” istniejące lokacje, zmieniając diametralnie ich wygląd, co odblokowuje nowe przejścia, którymi może się poruszać, oraz nowe pomysły do dalszego zmieniania miejsc, w jakich się znajduje.
Drugą, lokalną mechaniką dokonywania zmian w otoczeniu jest magiczna lampa, która pozwala wessać światło z jednej lokacji i przenieść je do innej, co służy odblokowywaniu konkretnych przejść lub drzwi. Po chwili przyzwyczajenia obydwie mechaniki stają się bardzo naturalnymi i szalenie wciągającymi elementami rozgrywki, które urozmaicają ją i mają bardzo duży wpływ na wizualną reprezentację zmienianych lokacji.
Horror
W porównaniu do poprzednich gier z serii „Alan Wake 2”
to w większości rasowy survival horror. Przeciwników nie jest zwykle dużo, ale
są oni dość mocni. W większości przypadków trzeba ich najpierw potraktować
skupionym snopem światła z latarki, aby w ogóle móc ich zranić, a zapasów na
ich pokonanie mamy zawsze niewiele. Co prawda bronie, szczególnie karabin i
strzelba, są dość potężne, jednak strzelać możemy tylko celując, a to nas
bardzo spowalnia i jeszcze zawęża pole widzenia.
Do tego dochodzą walki z bossami, które podnoszą poprzeczkę jeszcze bardziej. Część wymaga unikania dość niszczycielskich ataków, część dobrego rozglądania się po otoczeniu w celu znalezienia odpowiedniego sposobu na pokonanie przeciwnika. Każda jest inna i wszystkie są równie emocjonujące.
Tak samo dobrze sprawa ma się odnośnie do fabuły.
Każdy kolejny „odcinek” – gra jest na nie wyraźnie podzielona, włącznie ze
specjalnie napisanymi do nich piosenkami odgrywanymi na koniec – trzyma nas w
napięciu i wraz z postępem fabuły chcemy w nią brnąć coraz mocniej. Historia,
jej prezentacja na ekranie, dialogi, mieszanie gry z filmami nagranymi z
udziałem prawdziwych aktorów i muzyka tworzą niesamowitą mieszankę, która
często przestaje być grą, a zaczyna być niesamowitym interaktywnym
doświadczeniem, w które człowiek po prostu zagłębia się bez reszty.
Grafika i dźwięk
Prezentacja graficzna jest po prostu fenomenalna.
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ilość detali otoczenia, takich jak kamyczki,
trawa, paprocie, domowe sprzęty, ubrania czy, w przypadku Mrocznego Miejsca,
brud ulic wielkiego miasta, które w grze nie mają żadnej innej funkcji poza
budowaniem klimatu przebywania w danym miejscu. Wygląda to po prostu świetnie.
Tak samo dobre są animacje postaci, szczególnie ich twarzy w czasie rozmów czy przerywników na silniku gry. Mimika jest świetnie dopasowana do odgrywanych kwestii dialogowych, a same twarze wyglądają bardzo dobrze. Reszta animacji – chodzenia, biegania, wspinania się, strzelania, przeładowywania broni, ataków przeciwników oraz innych czynności – jest równie dobrze zrobiona i cieszy oko w czasie gry.
Muzyka to kolejny świetny element tej doskonałej układanki. Zarówno utwory napisane jako tło do akcji dziejącej się na ekranie, jak i piosenki odtwarzane na końcu każdego odcinka są doskonałym dopełnieniem wrażeń wizualnych. Co ciekawe, wszystkich możemy posłuchać w samej grze w dowolnym momencie za pomocą radiomagnetofonów znajdujących się w pokojach Sagi i Alana.
Gra aktorska stoi na najwyższym poziomie, co zresztą w
przypadku gier od Remedy jest standardem. Dotyczy to zarówno samych dialogów,
jak i różnego rodzaju wstawek filmowanych z użyciem prawdziwych aktorów.
Wszystko brzmi i wygląda po prostu wspaniale.
DLC
Ja zakupiłem wersję gry wraz z dwoma DLC – „Night Springs” oraz „Lake House”. Pierwsze to trzy niezależne odcinki, w których wcielimy się w postacie bezpośrednio i pośrednio związane z właściwą grą. W porównaniu z „podstawką” są one nastawione prawie wyłącznie na czystą akcję, chociaż ostatni odcinek stanowi bardzo ciekawy eksperyment artystyczny, chociaż lekko dziwaczny. Niemniej, jak to ujęła jedna z postaci w grze, jest to „miła odskocznia”.
„Lake House” natomiast to rasowy horror bezpośrednio powiązany z wydarzeniami z gry. Może nie jest on do końca oryginalny, ale jest niesamowicie dobrze wykonany, a jeden z występujących w nim przeciwników to coś, z czym jeszcze nigdy wcześniej się nie zetknąłem. Ten dodatek jest naprawdę wart zakupienia i zagrania.
Werdykt
„Alan Wake 2” to istny majstersztyk. Gra, składająca
się z wielu, czasami dziwnych elementów i pomysłów, jest po prostu niesamowitym
doświadczeniem na poziomie fabularnym, wizualnym i dźwiękowym. Co prawda po
doświadczeniach z pierwszej gry oraz z „Control” spodziewałem się trochę
bardziej dynamicznej gry, jednak podróż, w jaką zabrała mnie ta produkcja, była
na tyle niesamowita, że wszystkie „wady”, jakie mogłyby w innym przypadku dla
mnie w niej istnieć, przestały mieć znaczenie. Jest to jedna z tych pozycji, w
które po prostu trzeba zagrać.


















